PDA

Wersja pełna: : Podstępne Piwsko z Niewidocznego Browaru


Kiena
29-05-2003, 14:16
Zaczęło się.
Popełniłem swoją pierwszą warkę. Żółtodziób ze mnie, ale jestem pewnien, że mógłbym napisać coś co z powodzeniem mogłoby uchodzić, za antyporadnik domowego browarnictwa.
Zacznę od ogólnych refleksji.
Zacząłem od prostego brew-kita jasne pełne. Nie ma co wierzyć, w zapewnienia, że puszka starczy na tyle i tyle litrów. Na wodzie lepiej oszczędzać. Wiem o tym, niestety teraz.
Czasy "produkcji" podawane w instruckji są bardzo umowne. Rozlewnaie zajęło mi około 5 godzin. Miało być pięć razy krócej.
Czasem dobrze poczytać zanim człowiek weźmie się do roboty. Ja miałem na koncie tylko instrukcję z zestawu startowego. Przeczytaną fragmnentarycznie. Tak mi się śpieszyło do roboty, że drożdże wysypałem z torebki do wiadra zamiast przygotować je grzecznie w kubeczku.
Znowu czytanie. Do refermentacji do każdej z butelek dowaliłem czubatą łyżeczkę cukru. Coś mi się tam pomajtało i łup. To cud, że mieszkanie nie wyleciało w powietrze. :D
Od rozlania do butelek minęły już ponad trzy tygodnie. Próbowałem piwka. Ale o tym innym razem.

Gollum
30-05-2003, 15:33
Prosimy o więcej szczegółów. Ci, co jeszcze nie zaczęli, ale mają taki zamiar (jak ja), wiele się z Twoich doświadczeń nauczą.

pawcio1
30-05-2003, 16:46
Wiesz jest takie powiedzenie "pierwsze koty za płoty"!!!!:D :D :D
Pózniej jest już z górki:)

Piwowar
30-05-2003, 21:42
Wiadomo że za pierwszym razem człowiek stosuje się do podanego przepisu. Poeksperymentuj i z czasem sam dojdziesz do tego co jest dla Ciebie dobre a co nie. Ja za pierwszym razem też filtrowałem przez 2 godziny, a dzisiaj filtruję trzy razy większą ilość w 20 minut.

Kiena
06-06-2003, 16:00
Nie wiem czemu, ale to moje piwko wyszło mi naprawe podstępne. Ale po kole. Robiłem z brew kita - jasne pełne.

Pierwszą butelkę otworzyłem jakieś 10 dni po rozlaniu. Piana - poezja trzymała się do samego końca. Samk... Drożdże + owocówka. Z symaptii dla siebie mogę powiedzieć, że nie było złe.
Problem zaczęły się kilka dni później przy kolejnych flaszkach.
nr 2. smak... kiszonka! Ludzie jakby ktoś robił piwo z kiszonej kapusty to uzyskałby podobny efekt. Tragedia. Co gorsza jeszcze zero gazu.
Butelka nr 3 połaczenie wariantów 1 i 2 tzn bez gazu, ale na szczęście bez kapusty. Za to mocne jak wszyscy diabli. Liczyłem na jakieś 5 proc. A w gębie czuć, że jest tego więcej. Czy to ten nadmiar cukru.

Podłamany tymi wynikami kolejne piwko wypiłem jakieś 4 tygodnie od rozlewu.!!! :)
Życie znowu jest piękne. Jest gazik, jest piana, smak - trochę mniej owocowy. Kopie tak samo jak wcześniej, ale się przywyczaiłem. Wreszcie produkt w pełni zasługujący na nazwę piwo. Kolejne buteki bez większych zmian. Choć skłamałbym mówiac, że wszystkie smakują identycznie.Oj nie...
Wie ktoś może skąd mi się wziął ten strong?? Ludzie po dwóch idą spać


:confused:

pawcio1
06-06-2003, 17:02
Może na slońcu pijecie??:D

alph
09-06-2003, 15:56
Ja z gotowcem miałem podobnie, choć cukru dawałem przepisowo pół łyżeczki do butelki, a do kilku butelek w ogóle nie (Marek Suliga z Peronu mnie namówił). To upewniło mnie że trzeba słodzić, chyba że się na pół roku wyjeżdża i da piwu czas do nagazowania. Mnie się pomerdało z wodą. Zmarnowałem 5 l baniaczek, bo niedokładnie wypłukałem fermentora. Po długich wyliczeniach i zdaniu się na czuja, dolałem wody do ok 12 litrów (ok bo miarka w fermentorze zaczyna się na 15:-). Wszystko to z jednej puszki nachmielonego gotowca bez cukru i dodatkowego ekstraktu (miałem nadzieję na uzyskanie 12-10 blg i chyba się udało, choć piwowarcze podniecenie wzięło górę nad szkiełkiem i okiem - niemniej bailingometr pokazał coś koło tego). Poczekałem 7 dni i rozlałem dosładzając j.w.
Piana jest, ale krótko, zapach za to utrzymuje się cały czas. Moi wypróbowani przyjaciele (to tacy, którzy zawsze dobrze wyrażają się o mych pomysłach), twierdzą że im smakuje i nie wzbraniają się przed dolewką. Mama poza smakiem jest zachwycona drożdżami, które pija dla urody, zdrowia i czegoś tam...
Mojej, obecnie już, Żonie też smakuje. W sumie, chwila nieuwagi i znowu sukces.
Ale w jeszcze jednym zgadzam się z Przedmówcą: zdradliwe jest, licho jedno! Wchodzi miło i cicho, a wstać pozwala tylko nielicznym. Ot taki Light Strong. Na pomiary żal mi było i nie wiem ilem tam tego nawarzył. Na pewno za mało, bo ostała się ostatnia butelczyna, a i ta jest już jak wypita. Niech tylko wrócę z wakacji...

Kiena
10-06-2003, 08:09
Znowu stres.
Po kilku w miarę udanych piwkach znowu przytrafiła mi się butelka nienagazowana!!!
Na upał w sam raz, ale czułem się jakbym sączył piwną herbatkę z dolewką alkoholu.
:mad:
Zaczyna mnie to wszystko irytować. Może zropbiłem coś źle przy kapslowaniu. Faktem jest, że gotowałem je ponad 10 minut. Może wysoka temperatura zaszkodziła blaszkom? Nie sądzę, żebym źle dociskał kapsle. Kapslownica przy każdym zamykaniu butelki aż trzeszczała;).

Dodatkowo jestem wkurzony, bo od dwóch tygodni uśmiecham się do pszenicznego brew-kita, ale nie mogę go nastawić, bo w mieszkaniu mam afrykańskie temperatury. Kiedy przestanie tak grzać. Chociaż 10 dni!!

pawcio1
10-06-2003, 14:02
Kiedy przestanie tak grzać. Chociaż 10 dni!!


Fakt ja też wstrzymałem warzenie do września, mam trzy warki w piwnicy powinno wystarczyć;)

elroy
11-06-2003, 17:53
pawcio1 napisał(a)
Fakt ja też wstrzymałem warzenie do września, mam trzy warki w piwnicy powinno wystarczyć;)

Ja również zaprzestałem warzenia do czasu, aż temperatura trochę spadnie. :) Kusiło mnie, żeby zrobić lekkie 'ale', ale dałem spokój.
I również mam co nieco w piwnicy :)
Pozdrawiam Wszystkich :)

Kiena
15-06-2003, 11:49
Ludzie jak radzicie sobie z kapslowaniem.
Nie wiem czy to wina, kapslownicy, operatora kasplownicy czy samych kapsli, ale...
Kupa kapsli źle się nałożyła. Przepuszczają gaz i można je uszcelniać i rozszczelniać palcami??!!! Gdybym wiedział o tym wczesniej kupił bym skrzynkę Kelta - albo dwie
:)
Czy ktoś też miał takie pierepałki?? Szkoda moje roboty skoro nie ma gwarancji, że założone kapsle będą robić takie numery.:mad:

elroy
15-06-2003, 18:12
Kiena napisał(a)
Ludzie jak radzicie sobie z kapslowaniem.
Nie wiem czy to wina, kapslownicy, operatora kasplownicy czy samych kapsli, ale...
Kupa kapsli źle się nałożyła. Przepuszczają gaz i można je uszcelniać i rozszczelniać palcami??!!! Gdybym wiedział o tym wczesniej kupił bym skrzynkę Kelta - albo dwie


Hmmm, dość dziwne, ja osobiscie nigdy nie miałem z tym problemu.
Napisz czym kapslujesz, ew. w jaki sposób i na jakich butelkach.
Zdecydowanie coś jest nie tak.
Pozdrawiam!

mapajak
16-06-2003, 06:55
Kiena napisał(a)
Ludzie jak radzicie sobie z kapslowaniem.
Nie wiem czy to wina, kapslownicy, operatora kasplownicy czy samych kapsli, ale...
Kupa kapsli źle się nałożyła. :

Dziwne, coś jest nie tak.
U mnie na 300 zakapslowanych butelek może dwie nie trzymały gazu.

Lukis
20-06-2003, 22:17
mapajak napisał(a)
Dziwne, coś jest nie tak.
U mnie na 300 zakapslowanych butelek może dwie nie trzymały gazu.
U mnie zdecydowanie więcej butelek przepuszcza CO2. Ale domyślam się, że to wina używania kapslownicy młotkowej. Nigdy bym się nie zdecydował na zakup takiego badziewia, gdybym wiedział jak falernie sprawdza się to w praniu. Nie ma to jak kapslownica dwuramienna (Greta). Testowałem taką w Żywcu i o mały włos jej nie kupiłem.

Kiena
23-06-2003, 08:13
Niestety ja mam kapslownicę dwuramienną chwaloną przez Lukisa i z wielu buteleczek gaz mi uciekł:confused:
Na szczęście nie ze wszystkich! Wczoraj piłem kolejne swoje piwko i znowu jest cudownie. Piana od początku do końca, super smak, nie waliło wcale tak owocami, moc również nie przeszkadzała. Dwie sprawy są pewne:
* każda butelka to szansa na trochę inne piwo z tegos amego warzenia??
* warto czekać, im starsze tym lepsze. Ja wytrwałem z kilkoma niedobitkami prawie dwa miesiące i nie da się ich porównać do tego co było na początku.
Tak przy okazji. W tamtym tygodniu korzystając z ochłodzenia nastwiłem sobie ciemniaczka.

Lukis
23-06-2003, 08:30
Kiena napisał(a)
Niestety ja mam kapslownicę dwuramienną chwaloną przez Lukisa i z wielu buteleczek gaz mi uciekł:confused:
Na szczęście nie ze wszystkich!
A jak dodajesz glukozy przed butelkowaniem? Bezpośrednio do butelek czy do fermentora i mieszasz? Bo się właśnie zastanawiam czy to nienagazowanie to w wyniku nieszczelności kapsli czy też przez małą ilość nierównomiernie rozłożonej glukozy.

Kiena
23-06-2003, 09:52
W pierwszej warce dodałem do piwa cukru.
Przed dodaniem do warki rozpuściłem cukier w niewielkiej ilości wody. Później starannie zamieszałem w fermentorze. Wydawało się, że powinno być oki. Jak się skończyło wszyscy wiedzą.
Za drugim razem dodałem suchego ekstraktu słodowego bezpośrednio do butelek. Zobaczymy jak będzie teraz. Piana pojawiła się już przy rozlewaniu piwka:kwiatek: Czy zawsze suchy ekstrakt tak burzliwie reaguje?

kangurpl
23-06-2003, 09:57
Kiena napisał(a)
... Przepuszczają gaz i można je uszcelniać i rozszczelniać palcami??!!!
Palcami ????
Chyba za lekko zaciskasz, dobrze zaciśnięty kapsel nie da się nawet poruszyć ręką.
Albo butelki masz jakieś niewymiarowe.

Lukis
23-06-2003, 10:28
kangurpl napisał(a)
Palcami ????
Chyba za lekko zaciskasz, dobrze zaciśnięty kapsel nie da się nawet poruszyć ręką.
Albo butelki masz jakieś niewymiarowe.
Albo palce takie duże :) Może kolega coś ćwiczy? ;P

Kiena
24-06-2003, 07:55
QUOTE]Albo palce takie duże Może kolega coś ćwiczy? ;P[/QUOTE]

Nic nie ćwiczę, palce też mam w normie. Po prostu jak dotykałem kapsli to kilka z nich, nieproszonych pozwalało, że piwo robiło pssss. Możemy zakończyć wątek dotyczący moich palców? Dzięki.

Nie ważne było minęło. Jak przy drugiej warce pojawią się te same problemy to zafunduję sobie nową kapslownicę. Oprócz tego staram się sukcesywnie powiększać kolekcję butelek po Kelcie i Fischerze.

elroy
26-06-2003, 18:11
Oprócz tego staram się sukcesywnie powiększać kolekcję butelek po Kelcie i Fischerze.

Kiedyś też je kolekcjonowałem właśnie w tych celach. Niestety gumki uszczelniające potrafią dość szybko (kilka warek) pękać i trzeba je wymieniać. A dostanie ich niestety nie jest takie proste.
Piwo co prawda ładnie prezentuje się w takiej buteleczce, ale na dłuższą metę były, przynajmniej dla mnie, nie za wygodne.

Lukis
26-06-2003, 18:58
elroy napisał(a)


Kiedyś też je kolekcjonowałem właśnie w tych celach. Niestety gumki uszczelniające potrafią dość szybko (kilka warek) pękać i trzeba je wymieniać. A dostanie ich niestety nie jest takie proste.
Już jest. Są dostępne w Browamatorze po całkiem okazyjnej cenie.


Piwo co prawda ładnie prezentuje się w takiej buteleczce, ale na dłuższą metę były, przynajmniej dla mnie, nie za wygodne.

A z czym się wiązała ta niewygoda? Dla mnie niewygodą jest używanie kapslownicy młotkowej :) Zamykanie butelek od Kelta jest niesamowicie wygodne. A i otwierając je można w niezwykle nonszanlancki sposób, znacznie atrakcyjniejszy niż otwieranie zwykłych butelek :)

elroy
26-06-2003, 19:13
Lukis napisał(a)
Już jest. Są dostępne w Browamatorze po całkiem okazyjnej cenie.

A to przepraszam - nie zauważyłem :)

Zresztą, typ zamknięcia butelki to w sumie przecież kwestia gustu i upodobań.
Uważaj na tą kapslownicę młotkową. Z tego co pamiętam na forum kiedyś osoby skarżyły się na ten sprzęt.
Ja używam kapslownicy dwuramiennej (bodajże nazywa się dźwięcznie - Greta), do tego kapsli w dwóch rodzajach - miękkie i twarde jeśli chodzi o typ blachy. Miękkie kupuję w browamatorze. Ale nie zauważyłem różnicy, poza ilością użytej siły w czasie ich zamykania, na wpływ utrzymywania Co2 w butelkach. Oba typy sprawują się dokładnie tak samo. Preferuję te łatwiejsze za zamykaniu :cool:

pawcio1
26-06-2003, 19:29
elroy napisał(a)
[B]

Kiedyś też je kolekcjonowałem właśnie w tych celach. Niestety gumki uszczelniające potrafią dość szybko (kilka warek) pękać i trzeba je wymieniać. A dostanie ich niestety nie jest takie proste.
Piwo co prawda ładnie prezentuje się w takiej buteleczce, ale na dłuższą metę były, przynajmniej dla mnie, nie za wygodne.


Bez problemu kupisz gumki u Grossmana :
"Uszczelki gumowe do kabłąków
Z czerwonej gumy dla butelek 0,5 i 1 litrowych z kabłąkami. Wymieniać po 2-3 krotnym użyciu (pakowane po 100)
169-5 (A) 15,78 PLN"

alph
27-06-2003, 16:05
A ja używałem kapslownicy młotkowej bezmłotkowo. Było nieco późno i aby nie złościć sąsiadów korzystałem tylko z siły fizycznej i własnej masy przyłożonej do urządzenia za pomocą ramion (też własnych). Przydatny okazał się ruch lekko obrotowy całości. Kilka sztuk dla pewności porawiłem pieszczotliwie młotkiem. Używałem miękkich kapsli browamatora i jak dotąd 100% skuteczności. Ręce nawet tak bardzo nie bolały...

Lukis
28-06-2003, 00:33
Ja też jej używam bezmłotkowo. Szczególnie po tym jak kiedyś rozmłotkowałem sobie butelkę i cenna zawartość wypłynęła na dywan... To było coś okropnego :eek: Zwłaszcza, że piwo wyszło bardzo dobre. Może się okazać, że do pełni szczęścia braknie mi tej butelki :P

Kiena
17-01-2005, 22:08
Czas na małe zmartwychwstanko. Nie pisałem sto lat, ale teraz odrobię zaległości. Mam na sumieniu kilka warek. Ostatnie z drożdżami wyeast i to chyba głównie nim zawdzięczam odzyskanie wiary w browarnictwo domowe.
Po smrodliwej cukrowej jedynce przyszła kolej na BROWAMATOR CIEMNE tym razem z suchym ekstraktem słodowym dodanym do butelek. To była miłość od pierwszego spojżenia. Piwo dobre. Choć i tak ciągnęło drożdżami (wziąłem te z torebki dołaczonej do brew kita).
Później przyszły kolejne puszki:
nr 3 john bull stout - wypiłem właśnie przedostatnią butelkę, rok po rozlaniu ma fajny smak.Ale ze stoutem wspólny ma tylko kolor.

nr 4 pszeniczne muntons - drożdże j.w. Smak... Leciutkie, mało pszeniczne.Po roku wyszlachetniało, ale i tak na kolana nie powalało.

nr 5 bock muntons - poprawne politycznie, chociaż początkowo b. przeciętne. Pierwsze, w przypadku którego zdecydowałem się na cichą fermentację. Jest w butelkach od początku października i muszę przyznać, że robi się coraz lepsze. Kłopot w tym, że jest kiepsko nagazowane. Nasypałem zbyt mało ekstraktu do butelek - kończył mi się...:rolleyes:

nr 6 triple z brewferm + drożdże trappist high gravity. Przełom w mojej domowej zabawie. Od tego momentu totalnie mi odbiło na punkcie domowych piw. Tak myślę, nie tylko ja, ale i moja droga i biedna małżonka.:kwiatek:
Już fermentacja dostarczyła zupełnie nowych wrażeń. Zarówno wizualnych (gęsta, trwała piana) i zapachowych (podobne aromaty dolatywały kiedyś ze straego browaru w Lublinie). Aż się chciało pić.
9 litrów piwka rozlałem do butelek 9.10.2004 r. Jak dotąd wypiłem tylko pięć. Większość czeka na lepsze czasy. Ale już to co łyknąłem przekonało mnie ostatecznie, że warto bawić się robienie piwa.Kolejne warki już czekały.
cdn.

Kiena
22-01-2005, 18:16
nr 7 - To miał być ostatni brew - kit: ciemne z browamatora + ekstart słodowy ciemny od John Bulla do tego 100 g cukru kandyzowanego, i trochę drożdży trappist high gravity. Wyszło mi ok 18 litrów brzeczki z 1,063 OG.
Byłem ciekaw jak to to będzie samkować. Na razie jestem zaskoczony, bo najbradziej przypomina piwa, angielskie, tylko jest trochę mocniejsze. Czyżby drożdże trappistów niepsecjalnie przejeły się swoją nazwą? Zobaczymy gdzie dalej powędruje smak tego piwka.

nr 8 - pierwsze i ostatnie piwo robione ze ekstraktów słodowych. Browamator zimowe. Wyszło miodne. Pełny smak w pełni rekompensuje cierpienia przy warzeniu. Po tej warce doceniłem potrzebę stosowanie woreczków do gotowania chmielu. Odcedzenie za pomocą niewielkiego sitka gorącej brzeczki i przelanie jej do fermentora prosto z wielkiego gara to nie najlepsza koncepcja.
Umordowałem się okrutnie, ale o 2 w nocy piwko już było w fermentorze, cała kuchnia wyglądała jak po wybychu słodowej bomby, ale.. misja została wykonana. A ja nabrałem ochoty na zacieranie.