PDA

Wersja pełna: : Na początku był Chaos...


pbp
28-06-2005, 02:59
Kochany pamiętniku, witam Cię jak zwykle niezwykle serdecznie w ten przepiękny czerwcowy już-niedługo-poranek. Piszę do Ciebie, co by Ci opisać moją dzisiejszą pierwszą przygodę z warzeniem piwa. Oszukuję. Przygoda to druga. Ale pierwsze to było "nie to". U kolegi, z jakiegoś niewiadomego pochodzenia ekstraktu suchego, będącego wynikiem rozszabrowania kilkuletniego brewkitu produkcji zaoceanicznej, aż dziw że cokolwiek z tego wyszło.
Tym razem miało być inaczej, tym razem wszystko miało być jak trzeba, jak w dobrze nakręconym szwajcarskim zegarku na 12tu rubinach. Oczywiście nie byłbym sobą jak bym nie dodał do całej tej zabawy pewnego pierwiastka szaleństwa, wiecznie żywego wiru entropii, który wydaje się śledzić mnie i podążać za mną przez całą dotychczasową drogę życia.

Ad rem.

Warka nr #1: Uśmiech Entropii

słód pilzneński (strzegom) - 4kg
słód monachijski (strzegom) - 1kg
słód czekoladowy (??) - c.a. 0,2 kg (2 szklanki)

granulat chmiel goryczkowy Maryna (8,7%) - 25g
granulat chmial aromatyczny Lubelski (3,8%) - 2*25g

woda - niskozminarelizowana, zdrój grochowski zachodniogrochowski (popularnie zwany "praską kranówą" - swoją drogą ostatnimi czasy jest ona całkiem przyjemna do picia nawet na surowo, bez własnego smaku ni zapachu)

drożdże - górnej fermentacji, konfekcjonowane przez firmę Nobel, "brewing yeast 1330" (kie licho podkusiło mnie wziąć takie cudo to nie wiem, musi żyłka chemika-oblatywacza).

Rzeczy Sprawozdanie:

Świeżo zakupiony fermentor, drugi z kranikiem, kadź filtracyjna, rurki i insze szpeje standardowo obecne w domu w związku z produkcją win i miodów pitnych.
Takoż zakupione 5 metrów giętkiej rurki miedzianej (fi 10), uformowane dookoła garnka na kształt i podobieństwo chłodnicy.

Garnek - jedyne 16 litrów...

Podgrzewam wodę - ki czort - myślę sobie - warka to pierwsza, trza eksperymentalnie sprawdzić wartość ciepła właściwego słodu - dodaję słodu tam gdzie jestem, w 55 stopniach (około 10 litrów wody), temperatura spada do jakichś 52 stopni, w tym momencie piekarnik bzyczy, prosząc o uwagę. Daję mu ją - O RETY PIZZA W ZASADZIE DOSZŁA - szybki rzut oka na temperaturę w garze -nic sie nie stanie jak chwilę w 50ciu postoi, a pizze zjeść trzeba - tak więc i czynię. Po konsumpcji (20 minut w okolicach 50 stopni) - jedziemy dalej. Pierwsza przerwa - 62-64C - 30 minut. Po tym czasie - dolanie 2ch litrów wrzątku i jedziemy z temperaturą do 73. W onejż to temperaturze - 40 minut (dla pewności - w aptece najbliższej miejscu zameldowania nie mieli roztworu jodu w jodku potasu pod żadną postacią, a w domu jak akurat cały jodek potasu w zeszłym tygodniu był wyszedł). Nie muszę chyba wspominać, iż breja w garze była po prostu pierszej wody. Krótkie podgrzanie o kilka stopni w górę, i hejże z górki na pazurki, idziemy filtrować. Po kilku litrach zwrotów... jest klarowne! HA! Po przefiltrowaniu jeszcze dwa przepłukania gorącą wodą. I tu następuje moment wątpliwości. Mam w okolicach 22 litrów cieczy spożywczej mającej być w przyszłości piwem... ale... teraz nie jestem w stanie całości zagotować. Co się stanie, co się stanie, czy jesli zostawię część brzeczki niewygotowaną, to będzie straszna zbrodnia? Hrm. Po chwili namysłu zakończonej stwierdzeniem "Z faktami się nie walczy", decyzja zapada - gotuję tylko część otrzymanego filtratu. Więcej się po prostu w garnek nie zmieści. Tak więc:
- chmiel goryczkowy od razu po zagotowaniu - 25g
- chmiel aromatyczny - w 45tej minucie - 25g
- chmiel aromatyczny - w 59tej minucie - 25g.
Po czym w 60tej minucie zdjęcie całości z ognia i zapuszczenie chłodnicy. Po około 30 minutach temperatura cieczy wypływającej z chłodnicy jest w zasadzie równa temperaturze wody wpływającej.
Milutko.
W międzyczasie oczywiście rehydratyzacja drożdży.
Wszystko zlane razem, drożdże dodane, widoki na przyszłość świetliste.
22 litry brzeczki o ekstrakcie 12-13 Blg.
...
Tylko jedno ale.
Czy ktoś ma jakiś sposób na "błoto" pogranulatowe? W celu niezassania onegoż, prawie dwa dobre litry brzeczki zabłoconej musiałem oddać na żer yog-sothotha.

Na razie to wszystko drogi Pamiętniku.

Marusia
28-06-2005, 07:41
W imieniu Pamiętnika;) witam nowego piwowara na forum:) Oczywiście po pierwsze - uzupełnij profil, proszę:D

Z tego co zrozumiałam, do zagotowanej z chmielem brzeczki dodałeś niezagotowaną brzeczkę z filtracji? Trzeba ją było zagotować w tym samym garze po chmieleniu, zagotowanie zawsze zmniejsza ryzyko wyhodowania w brzeczce niepożądanych stworzonek:) Miejmy nadzieję, że drożdże nie dopuszczą obcych do działania:)

Sposób na błotko pogranulatowe? Po gotowaniu daję granulatowi opaść na dno. Zlewam przez rurkę aż do granicy błotka. Przechylam gar pod kątem 45 stopni, daję kolejne 15 minut i zlewam rurką to, co się sklarowało. Strata na brzeczce ok. litra.

pbp
28-06-2005, 10:15
Drogi Pamiętniku,

Z dniem dzisiejszym, dumny i blady, uzupełniłem swój profil użytkownika forum browar.biz. Swoją drogą, ciekawe czy Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych traktuje informację o ulubionym gatunku piwa jako danę osobową. Może powinnno się do pani Kuleszy w tej sprawie napisać zapytanie. Oj zdziwiła by się Ewka, zdziwiła...

Brzeczka niebrzeczka, istotnie zlana została zagotowana wraz z niezagotowaną. Szansa na zakażenie istotnie mogła się przez to zwiększyć. Teraz już nic nie poradzi, trzymam kciuki za moje drożdże - na pewno wygrają.

A co do filtratu pochmielowego - nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Po porannym ściągnięciu cieczy znad osadu chmielowego, wyszło mi dobre półtora litra onych resztek. Pomysł jest taki, aby potraktować one resztki jako materiał dosłodzeniowy. 1.4l dwudziestobailingówki to powinno być w sam raz na dosłodzenie dobutelkowe 22 litrów piwa zielonego, nieprawdaż? (W kotle warzelnym chmieliłem 20tkę, wspomniany ekstrakt 12 wylizł po zlaniu wyż/wzm z wysłodkami).

To na razie tyle, mój kochany Pamiętniku.
Dam Ci koniecznie znać jak tylko drożdże ruszą, alebo zajdzie inne wzmianki godne zdarzenie.

pbp
29-06-2005, 09:29
Drogi Pamiętniku,

Ponoć ekspert to taki człowiek który popełnił wszystkie możliwe błędy, ale każdy tylko jeden raz. Jeśli to prawda, to mam dobry start na długiej drodze do zostania ekspertem. Konkretnie - co chwila coś się dzieje, jakiś błąd czy inna wpadka. Jak ci już wiadomo, warka nr #1 - uśmiech entropii - zadana drożdżami została wczoraj o 4tej rano. O ósmej rano, przed wyjściem do pracy, nic się jeszcze nie ruszało. O 16tej nierano, po powrocie z pracy, takoż. O północy, po zakończeniu pieczenia babeczek migdałowych z nadzienień makowym, zaglądam nieśmiało do fermentora - JEST! Dokładnie jak trza, porządna PPF (Przepiękna Piana Fermentacyjna). Ale ale, coż to za dwie plamki na powierzchni piany... i czemu one mają nóżki?! Aż mi się zimno zrobiło gdzieś daleko w dwunastnicy. :ice: Dwie pływające w pianie muszki owocowe.

Odruchy zadziałały same. Kuchnia. Łyżka. Zalana wrzątkiem. Delikatne zdjęcie miejscowe piany wraz z truchełkami muszek. Zamknięcie pokrywą, tym razem upewniając się o szczelności zamknięcia. Ale tak co by nie powstał przy okazji 22litrowy granat piwny.

Skąd i kiedy się tam wzieły - nie wiem.
Co robić dalej? Mam kilka pomysłów:
1# Nic nie robić. Uznać że jest się farciarzem, i że drożdże poradzą sobie ze wszelkimi wprowadzonymi przez muszki bakteryjami
2# Zapasteryzować całość czym szybciej, po ochłodzeniu wznowić fermentację nowymi drożdżami. Co to zrobi ze smakiem przyszłego piwa - pojęcia nie mam.
3# Nic nie robić. Jeśli zacznie kwaśnieć, szybko poddać piwo termokondensacji.

Swoją drogą ciekawe, drogi Pamiętniku, cóż sądzą o tym doświadczeni piwowarzy.

Twilight_Alehouse
29-06-2005, 09:37
To ja, Twój pamiętnik :)
Zapasteryzowanie piwa w którym są drożdże da jak sądze katastrofalne rezulaty smakowe. Proponowałbym raczej punkt 1, jest spora szansa że do zakażenia nie doszło.

Marusia
29-06-2005, 09:53
Nic nie robić. Jak skwaśnieje, to napewno poczujesz w zapachu:) Wtedy zalecam wylać i stawiać kolejną warkę:)

pbp
29-06-2005, 10:32
Jeśli chodzi o walkę z pleśniakami i innymi drobnymi ustrojami mam już pewne doświadczenie, ale tylko na gruncie winnym, który się rządzi odrobinkę innymi regułami. Ot, na ten przykład śnieżnobiała czapa z pleśni na fermentującej w miazdze czarnej porzeczce to jeszcze nie koniec świata, takoż najpiękniejsza pleśń jaką widziałem - cudownie wprost uformowany od dołu, gruby na kciuka, kożuch pleśniaka na powierzchni wina tarninowego. Niestety, nawet na moją niewyrobioną piwnie intuicję, doświadczenia te są ciężkie do przeniesienia na grunt browarnictwa. Wygląda na to że tutaj jeśli drobnoustroje niedrożdżowe dają jakiś sygnał nadejścia, to jest to od razu ostrzegawczy strzał w potylicę.

pbp
04-07-2005, 10:41
Piana opadła, powoli się klaruje, zapach cudownie piwny... a na ściance, tuż nad powierzchnią, kolejne truchełko owocówki. No po prostu wykończą mnie te muszki nerwowo. Najciekawsze jest to ze w domu ich w zasadzie nie ma. Żadne owoce luzem nie leżą, kosz jest zamykany i regularnie opróźniany, muszek po prostu nie widać. Pewnie wszystkie czają się w kącie z widokiem na fermentor, i czekają tylko na okazję do desantu piwnego...

pbp
08-07-2005, 14:15
Drogi Pamiętniku,

Piszę dziś tutaj, aby utrwalić swoje wczorajsze zdziwienie. Zabrałem się byłem wczoraj do przelewania piwa znad osadu. Wprawdzie burzliwa fermentacja zakończyła się jakoś w niedzielę, ale nie bardzo było kiedy i jak cokolwiek w kuchni ruszyć, i się piwko przestało kilka dni nad osadem. Żywię nadzieję iż nic mu się w związku z tym nie stanie. Tak czy inaczej, zacząłem zlewać. Wyszorowany i wydezynfekowany fermentor z rurką, rurka zlewcza (tak zwana zlewrurka), lejemy... Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się iż piwo zielone... wcale nie jest zielone! Toż to prawdziwe podpuszczanie ludzi! Człowiek, jak to człowiek, myśli sobie - o, zobaczę zielone piwo - a tutaj taki bambol. Jak tak dalej pójdzie, okaże się że morze czerwone wcale nie jest czerwone, a żółta rzeka tak naprawdę ma kolor oliwkowozielony.
Poruszony tym wstrząsającym odkryciem, zmęczony sprzętu umyciem, dam piwu jeszcze czas (rzędu 2ch dni) na odstanie, i zobaczymy co się da zrobić w sprawie butelkowania.

To chyba tyle.

P.S. Smak piwa zielonego jest póki co taki sobie, ale wyczuwam w nim potencjał dojrzewczo-rozwojowy.

pbp
10-07-2005, 15:21
Twardy jest znój Śląskich górników, kopiących węgiel w ciemych czeluściach głębokością swoją urągających naturze i ludzkim ograniczeniom kopalń. Ciężki jest mozół naszych dzielnych rybaków, wypływających nocą jeszcze na zimne i zdradliwe wody, w łodziach w których zaledwie dziesięć centymetrów, jedna pęknięta deska, dzieli ich od zgubnych odchłani. Ciężka jest też praca Warszawskich kelnerów, muszących zmagać się całymi nocami z bandami nachalnych klientów. I wszystkim tym zawodom, jak też innym, niewymienionym w tym miejscu a tworzącym w przedziwny i cudownie samoorganizujący się sposób działające i żywe społeczeństwo, hołd się za ich trud należy.

Niemniej najlepiej kształtującym charakter zajęciem wydaje się być jakże niedoceniane pod tym względem browarnictwo. Iluż to doświadczeń nowych człowiek nabywa bawiąc się w domowe piwowarstwo, jak utwardzające dla jego psyche jest to zajęcie. Jak wytrwały musi on być w swoich postanowieniach, nie dawać się zwieść chwilowym zachciankom. Z jakimż stoickim spokojem musi on przyjmować wybryki losu, rzucające mu pod nogi kłody niezliczone. Jakaż silna musi być jego wola, by rzucić wyzwanie naturze, zaprząc do własnych celów odwieczne mechanizmy przyrody, na podobieństwo demiurga, acz w ludzkiej skali, tworzyć nowe byty z prostej, wydawałoby się, kompozycji słodu, chmielu, wody i drożdży.

Przejdźmy teraz do spraw bardziej przyziemnych.

Dzień wczorajszy - rozlew warki nr.1. Dosłodzenie 1/11tą objętości brzeczki, zagęszczonej po drodze do połowy swej objętości i Blg24. Pomiar FG, niestety dopiero po dosłodzeniu, wykazał... 2 Blg. Z prostych wyliczeń wynikałoby FG przed dosłodzeniem rzędu 0. Ciekawe, acz możliwe. Wydawało mi się tylko iż żem więcej zostawił dekstryn i wszelakiej innej paszy dla drożdży niejadalnej. W smaku piwa zielonego istotnie nie czuć za bardzo mięska, choć zapewne znacznie się on jeszcze zmieni.

Dzień dzisiejszy - warka nr 2.
4,2kg słodu pilzeńskiego
0,9 słodu żytniego karmelowego (własna produkcja, sprzed prawie roku, końcówka słodu używanego głównie jako dodatek do wypieku chleba)
0,5 kg słodu wędzonego na sucho w dymie dębowym. Tak mało, bo nie jestem pewien czy przypadkiem nie przesiąkł on był za bardzo zapachem kiełbas i szynek wędzących się nieopodal.

11l wody.
słód wędzony i żytni karmelowy - zasyp na 62C - 30min (obydwa było własnoręcznie śrutowane - wędzony za pomocą wałka, żytni karmelowy pokruszony za pomocą melaksera. Wolałem dac im więcej czasu w pierwszej przerwie.)
słód pilzeński - 64C - 15min
grzanie - 15min
70C - 1h

filtracja, przelew młóta 10l wody 80C, do dalszego warzenia 13l (reszta do zagotowania później, w drugiej turze - garnek tylko 15l, po czym ochłodzenie i zmieszanie z pierwszą partią już w fermentorze)

I tu zauważenie pierwszego błędu. Słód żytni karmelowy, po potraktowaniu melakserem, trzeba było przepłukać wodą. Melakser nie miał dość mocy aby ziarna skutecznie połamać, natomiast dość skutecznie pozbawił je łuski, zmieniając ową łuskę w pył drobniuteńki. Ten pył teraz dość swobodnie przechodzi przez warstwę filtracyjną. Filtrat, nawet po zwrocie 10 litrów z powrotem, ciągle jest mętny. Nic to, gramy dalej.

Przerwa obiadowa, po obiedzie plan następujący:

chmiel:
marynka - 25g - 60 mpkw*
lubelski - 25g - 10 mpkw
lubelski - 25g - 1 mpkw

drożdże Safale S-04.

W razie temperatur zbyt wysokich planuję zaanektować wannę. :cool:

A przy okazji - może któryś z obecnych tu warszawiaków wie gdzie można w mieście naszym pięknym nabyć drogą kupna garnek o objetości rzędu 30l?

-------------------------------------------------------------------------------------------------

* minuta przed końcem warzenia

qbt
11-07-2005, 00:14
A przy okazji - może któryś z obecnych tu warszawiaków wie gdzie można w mieście naszym pięknym nabyć drogą kupna garnek o objetości rzędu 30l?

Nie tak dawno była o tym dyskusja tutaj: http://www.browar.biz/forum/showthread.php?t=49894

Nie wiem na ile to miejsce jest sprawdzone, bo sam z niego jeszcze nie skorzystałem, ale cena jest atrakcyjna..

--

Wielki_B
11-07-2005, 00:30
Przejdź na drożdże płynne. Safale użyłem raz - przy mojej pierwszej zacieranej warce (gotowy zestaw "Pale Ale"). Piwo pięknie klarowne, a ta piana...
Ale co z tego, skoro smakuje choćby wóz z piwem zderzył się z dostawcą drogerii.
Oczywiście nie bez wpływu była temp. fermentacji (23-24 st. C), która dodała "kwiatków" temu piwu, ale od tej chwili wolę stosować szlachetniejsze szczepy. I nie żałuję.

pbp
11-07-2005, 07:59
Nie tak dawno była o tym dyskusja tutaj: http://www.browar.biz/forum/showthread.php?t=49894

Nie wiem na ile to miejsce jest sprawdzone, bo sam z niego jeszcze nie skorzystałem, ale cena jest atrakcyjna..

--

Oo super, musiałem ten temat przeoczyć. Wielkie dzięki za informację. Tym bardziej że w sumie niedaleko.


Przejdź na drożdże płynne. Safale użyłem raz - przy mojej pierwszej zacieranej warce (gotowy zestaw "Pale Ale"). Piwo pięknie klarowne, a ta piana...
Ale co z tego, skoro smakuje choćby wóz z piwem zderzył się z dostawcą drogerii.
Oczywiście nie bez wpływu była temp. fermentacji (23-24 st. C), która dodała "kwiatków" temu piwu, ale od tej chwili wolę stosować szlachetniejsze szczepy. I nie żałuję.


A tuś mnie zmartwił. Bo u mnie temperatura fermentacji też będzie raczej w "górnym C".
Nic, tylko wannę zaanektować na kilka dni na stałe. A tak z twojego prywatnego doświadczenia - któreś inne drożdże lepiej znoszą swój górny zakres fermentacji? Znaczy czy znasz jakieś które nie produkują tak dużo kwiatków przy 22?



Wracając do piwa. Plan poobiedni wykonany. 19 litrów brzeczki 15 Blg. Drożdże zapodane wczoraj wieczorem, dziś rano już powoli zaczynały uwerturę na skrzypce i monocukry. Część brzeczki z błotem drożdżowym odstawiona do lodówki, dziś po zlaniu znad błotka pójdzie do zamrażalnika na późniejsze dosłodzenie.


Prawdopodobnie nie udał się niestety eksperyment z odzyskiem drożdży z jabłonowsko-niemieckiego pszeniczniaka. 3 dni na brzeczce 8 Blg i zero akcji fermentacyjnej.

pbp
12-07-2005, 08:54
Prawdopodobnie nie udał się niestety eksperyment z odzyskiem drożdży z jabłonowsko-niemieckiego pszeniczniaka. 3 dni na brzeczce 8 Blg i zero akcji fermentacyjnej.

Co ciekawe, na czwarty dzień ruszyło. Teraz tylko zagwostka pozostaje co to za drożdże tak naprawdę tam siedzą.

Wielki_B
12-07-2005, 09:00
Stosowane przeze mnie drożdże wyszczególnione są w wątku "Piwo Wielkiego_B".

Krzysiu
14-07-2005, 19:55
... Znaczy czy znasz jakieś które nie produkują tak dużo kwiatków przy 22?...
Płynne typu Irish Ale dają czysty, słodowy efekt z minimalną ilością estrów. Także WLP English Ale i English Dry Ale. Zazwyczaj przy opisie drożdży jest efekt, jaki się standartowo otrzymuje.

pbp
17-07-2005, 23:30
Bardzo dziękuję za podpowiedź względem drożdży, po sierpniowym urlopie na pewno postaram się skądś takowe zdobyć.

W międzyczasie minął pracowity "łikend" warzelniczy.

Rozlew warki nr 2 - FG 3 Blg, do refermentacji 1.5l przechowanej w zamrażalniku a następnie przepasteryzowanej brzeczki.

Warka nr 3.

1.8kg pilza
1.8kg pilza wędzonego na sucho w dymie dębowym, ten sam co w warce nr 2.
300g płatków owsianych (gdzieś, nie bardzo wiem gdzie, lęgną mi się mole. W związku z tym, w celu ograniczenia onymż potencjalnych miejsc żerowania, pozbywam się z szafek kuchennych wszystkich otwartych produktów mączno-cukrowych. Tak, przed wsypaniem do gara sprawdziłem czy to w tych płatkach nie lęgną się mole. Wyglądały na czyste. :D )

Zasyp... a nie, zanim zasyp to jeszcze ręczne ześrutowanie, za pomocą wałka i torebek plastikowych, słodu wędzonego. 1.8kg rozwałkowane w 90 minut.

Zasyp na 40C
grzanie do 61 - 30min
przerwa - 10 min
grzanie do 71 - 15 min
przerwa - 60 min

Po filtracji (poszła zadziwiająco sprawnie), zagotowanie i kolejna przerwa. Tym razem na sen. Po 6 godzinach, 90 minutowe gotowanie brzeczki pod częściowo odemkniętą pokrywką. Brzeczka przyjemnie zciemniała, pojawiły się ładnie wykształcone kłaczki.

Następnie:
20g marynki
po 60 minutach 40g lubelskiego
po 10 minutach koniec, chłodnica, 2 godzinki na odstanie osadu, zciągnięcie znad lekkiego błotka (dałem granulat chmielowy do pojedyńczego woreczka - mimo mieszania woreczkiem dość mało uformowało się błota chmielowego = mniejsze straty brzeczki), OG 15, drożdże.

O właśnie, drożdże.

Podzieliłem całość na dwie partie.
3a - 9l gęstwa drożdżowa Safale S-04 z poprzedniej warki, chodzą już ładnie.
3b - 4l drożdże namnożone z butelki pseudojabłonowskiego pszeniczniaka. Nie mam pojęcia co to za drożdże, czy to w ogóle górnej czy dolnej fermentacji. Wiem jedno - na powierzchni robią się już pierwsze kłaczki drożdżowe. Pierwotnie planowałem wstawić ten baniaczek na dno lodówki w 10 C. Teraz nie jestem taki pewien - czy te kłaczki na powierzchni wskazują ze mogą być jednak drożdże górnej fermentacji, np orginalne pszeniczne a nie dodane do refermentacje dolniaki?

Pozdrawiam serdecznie.

pbp
23-07-2005, 08:29
Warka 3b - po tygodniu w 10 stopniach - blg 9 natomiast smak... lekko pszenicznawy.
Wniosek - z tego pseudojabłonowskiego pszeniczniaka jednak można poprawne drożdże pszeniczne odzyskać.
Przestawiam w ciut wyższą temperaturę na dojście.

pbp
27-06-2006, 13:13
Oj działo się, działo.
Rok minął dokładnie od założenia Pamiętnika.
A w czasie tym:
- nabawiłem się Potomka płci męskiej - jest o jakieś 9.3 miesiąca młodszy od mojej pierwszej warki.
- na dzień przed urodzeniem tegoż musiałem w trybie pilnym uciekać z miejsca zamieszkania w związku z zagrożeniem epidemiologicznym
- wykonałem dwie nowe warki piwa.
- zapomniałem hasła do forum browar.biz, zmieniłem też trwale adres emailowy (stary adres wpisany w profil do przypominania hasła troszku się zdezaktualizował).

To może po kolei.

1#
Najpiękniejsze dziecko w znanej pisanej historii rodzaju ludzkiego. Kropka.

2#
Argas Reflexus - obrzeżek, kleszcz gołębi - psia jego jucha. Proponuję by wszyscy forumowicze, w swoim dobrze pojętym interesie, przynajmniej raz w roku przed zaśnięciem powtórzyli: "Gołąb to stworzenie parszywe, gołąb to stworzenie parszywe, gołąb to stworzenie parszywe".

3#
Warka nr 4. "Czarne Myśli" (ang. - black child thinks, too)
Jakaś połowa lutego. Miało być tak pięknie. Wywiady, telefony. 5kg worek ześrutowanego słodu pilzneńskiego, trochę monacha i karmelu, drożdże saflager, marynka+lubelski.
Po otworzeniu worka ze słodem... twarz moja skamieniała, kolega u którego robiliśmy zaczął się jąkać, a jego dwa koty nieomal oszalały i zaczęły się tłuc po całym pomieszczeniu jak opętane. Z worka już już miał wychynąć okrutny słodozaur, którego istotą była kłębiąca się masa wołków zbożowych. Tylko stalowe nerwy i opanowanie pierwszego petryfikującego odruchu pozwoliły na uratowanie mieszkania, a może i całego miasta, przed pożarciem przez krwiożercze bestie. Jak już pot obciekł z czoła a rany zostały opatrzone, okazało się że wszystko czym dysponujemy to 3kg monacha i 2kg karmelu ciemnego (Strzegom). HA! Kto nie ryzykuje, ten w labiryncie nie siedzi - jak powiedział pewien znany profesor. Jedziem z tym koksem. 1 godzina w 60-65 stopni, chmielenie takoż godzinkę:
- Maryna od razu po zagotowaniu - 25g
- Lubelski - w 55tej minucie - 50g.
Dróżdż Saflager.
OG: 12
Po 3 tygodniach zabutelkowane.
FG: 5
Co z tego eksperymentu wyjdzie - nieprędko zobaczym. Damy mu chwilę na odleżenie.

Warka nr 5. "Coś trza robić"
Nie wiem czy to się w ogóle liczy. Brew kit JBulla bitterek. Zgodnie z instrukcją, na szybko, ot tak co by w ogóle coś zrobić. Najmniejsza linia oporu.

4#
Wielkie dzięki dla ARTa za pomoc w sprawie!