Ogłoszenie

Collapse
No announcement yet.

||Marusia||Bestseller - część II

Collapse
X
 
  • Filtruj
  • Czas
  • Pokaż
Clear All
new posts

  • ||Marusia||Bestseller - część II

    ||Marusia||05-17-2001||12:27 PM

    Marusia nerwowo poklepała się po kieszonce munduru umiejscowionej z przodu w okolicach zgrabnej lewej piersi.
    "K...." zaklęła szpetnie, bo co to wojaczka z kobiety nie uczyni "Wysiałam gdzieś ostatnie cygaro!!!"


    ||maja||05-17-2001||12:45 PM

    Usłyszawszy to, młodzieniec grający pierwsze gwizdki wyraźnie się speszył. I nie wiadomo, czy jego łatwo zauważalne zmieszanie było skutkiem spojrzenia na zgrabną lewą pierś, szpetnego przekleństwa czy konieczności ukrywania niedopałka pod butem nr 43....


    ||Marusia||05-17-2001||02:31 PM

    Prawdopodobnie była to po prostu mieszanka wybuchowa, bo młodzieniec spłonił się wyraźnie. Marusię na ten widok tknęło, że cygaro może nie tyle zgubiła, co paskudnik rąbnął jej w czasie gdy to nieopatrznie pozwoliła mu zbliżyć sie do siebie na odległość zdecydowanie zakłócającą jej aurę.
    "K..., a ja myślałam, że to mój zniewalający urok. A to chodziło o cygaro!!! Cóż za ujma dla kobiety" pomyślała wyciągając zza nieco dziurawej pończochy zapalniczkę w kształcie gwizdka.


    ||maja||05-17-2001||03:32 PM

    "Służę lulką, Waćpanno" - rzekł Bohun, widząc desperację Marusi, rozglądającej się bezradnie z ogniem w dłoni. Hoże dziewczę przyjęło ją z wdzięcznością, czując, że nie może opierać się dłużej zniewalającej magii czarnych oczu Sokoła. Ten zaś, widząc to, porwał ją bezzwłocznie na koń i uprowadził w stronę nadodrzańskich wałów. Niestety niepodkuty rumak poślizgnął się na rozgotowanej brukselce, co zakończyło najbardziej romantyczną część tej historii...
    - Wspieraj swój Browar! Stań się Premium - Użytkownikiem!
    - Moje: zbieranie - Opole & warzenie - Browar Domowy Świński Ryjek ****
    - Uwarz swoje piwo domowe z naszym Centrum Piwowarstwa

    Sprawy dotyczące postów/wpisów/wątków/tematów zgłaszaj proszę narzędziem "Zgłoś moderatorowi" (trójkąt z wykrzyknikiem).

  • #2
    ||Marusia||05-17-2001||03:42 PM

    To otrzeźwiło Marusię, która zdała sobie sprawę, że jednak kierowanie się zasadą "kos czy sokół - jedna cholera" nie jest może do końca słuszne... zwłaszcza sokół w brukselce... jako, że robiło się dusznawo, na domiar złego muchy plujki przerwały męczącą procedurę uprawiania miłości na brudnym kontuarze (zwłaszcza brak żenady je wycieńczył) i obsiadły czarną grzywę niedorobionego sokoła. Że był niedorobiony, każdy czytelnik wszak wie...


    ||maja||05-17-2001||03:45 PM

    e tam, zara!!!
    całkiem on był OK!!!


    ||Krzysiu||05-17-2001||10:42 PM

    Autor ocknął się, ogarnął wzrokiem niedbale rozrzucone po pokoju części garderoby. wiedziony nagłym niepokojem zajrzał do bestsellera. "Co tu się u licha nawyrabiało?" " potrząsnął głową, ból rozsadzał mu czaszkę. Sięgnął po stojący obok flakon, rzucił mocno przywiędłe bzy na podłogę, łyknął, Woda z bulgotem ugasiła rodzący się w trzewiach pożar. "Przecież Bohun jest z zupełnie innej powieści" " przypomniał sobie " "muszę coś z tym zrobić". Sięgnął po nóż, naciął przedramię, krew popłynęła wąskim strumieniem plamiąc nieświeżą pościel. Z wiszącego na ścianie pióropusza wyrwał pióro i zaczął pisać na kawałku papieru śniadaniowego walającego się po podłodze. "Bohun powoli szedł przez most, pochylony do przodu, ż wściekłością w zimnych oczach. Kule padały jak grad, szarpały ciało. Krew tryskała na boki, Zatrzymał się, ostatnim wysiłkiem wyciągnął pięść w stronę zionącej ogniem ciemności, wyszeptał "Nu, zajec, pogodi". Westchnął jeszcze i wyzionął ducha.". Autor przyjrzał się " "Nie no, muszę go załatwić na cacy, gotowi są zrobić z niego jakiegoś pieprzonego Robocopa". Pióro zaskrzypiało ponownie wodzone trzęsącą się ręką - "Most rozdarł się wpół w potwornym wybuchu, zwalił w dół. ciało Bohuna rozerwane na strzępy znalazło się w wodzie. Stado żarłocznych okoni zeżarło makabryczne szczątki do ostatniej kosteczki. Na brzegu Niewysoka Postać uwijała się przy transformatorze, łącząc śpiesznie kable. Huknęło, woda zawrzała, okonie wypłynęły brzuchami do góry. Niewysoka Postać szybko przerobiła je na mączkę, którą następnie nakarmiła stado zaprzyjaźnionych wściekłych krów. Sięgnęła po Kałasznikowa i starannie krótkimi seriami wystrzelała stado, paląc je i zakopując głęboko w śmierdzącą naftą ziemię". Autor uśmiechnął się drewnianymi ustami - "Teraz już nikt nie dojdzie, co jest co" " pomyślał z nienawiścią. W pośpiechu łyknął kilka tabletek alkaprimu, poprawił resztką zgniłej wody z flakona - "takie spotkania z czytelnikami są bardzo męczące" " wspomniał niechętnie poprzedni wieczór. Z dali dobiegał gwizd parowozu.


    ||maja||05-18-2001||12:22 PM

    "Marzenia..." - niezbity z tropu Bohun zmiął w dłoni papier śniadaniowy upstrzony krwią. Otulił szyję kołnierzem z królika. Bez cienia wyrzutów sumienia spojrzał na dobrze wyprawiony łeb gryzonia ze złotymi zębami i oczami z guzików. Zmięty pergamin upadł miękko pod końskie kopyta, które wdeptały go w piach, gdy Bohum ubódł ogiera obcasami. Pegaz rozwinął skrzydła i uniósł jeźdźca na spotkanie z Kosem w umówionym miejscu - na skrzyżowaniu 25 alei z Mleczną Drogą.


    ||maja||05-18-2001||01:13 PM

    "Ale się idiotycznie umówiłem!" - zdenerwował się Bohun. Zza pasa wyciągnął telefon komórkowy i wysłał Kosowi
    SMS-a: "Czekam na rogu Chmielowej Drogi, koło Dworcowej".
    - Wspieraj swój Browar! Stań się Premium - Użytkownikiem!
    - Moje: zbieranie - Opole & warzenie - Browar Domowy Świński Ryjek ****
    - Uwarz swoje piwo domowe z naszym Centrum Piwowarstwa

    Sprawy dotyczące postów/wpisów/wątków/tematów zgłaszaj proszę narzędziem "Zgłoś moderatorowi" (trójkąt z wykrzyknikiem).

    Comment


    • #3
      ||Krzysiu||05-18-2001||01:36 PM

      Ledwie wyrzekł te słowa, przejechał go przegubowy Ikarus. Szczątki komórki smętnie połyskiwały na zbryzganym krwią bruku. Ledwie Bohun podnióśł głowę, z szumem przemknął oddział husarii, wbijając go kopytami w przesycone olejami szczeliny między brukowcami. Kołujące powoli bociany zwaliły na niego cały ładunek brukselek, przepuszczonych przez swe zarobaczone przewody pokarmowe. Wychodzący z "Krainy Łagodności" pijaczek wywalił się, wyrzygując na resztki Bohuna całą spożytą wcześniej mieszankę denaturatu i taniej grochówki, a następnie podnióśł się i starannie oddał mocz.Autor usmiechnął się pod nosem - "masz przerąbane".


      ||maja||05-20-2001||03:50 PM

      "Masz przerąbane!!" - autor usłyszał to po raz wtóry i uśmiech na dobre zniknął z jego pryszczatej gęby. Bohun jako rzekł, tak i uczynił: przerąbał łeb grafomana na pół i poprawił młotkiem znalezionym w Pomyłce. "Ot, i Laszki... pagibły..." - mruknął zadowolony; w rzeczy samej nie żywił do autora aż tak wielkiej osobistej urazy,ale nie mógł mu wybaczyć obniżenia twórczej poprzeczki. Postanowił zatem sam wziąć się do dzieła - przeciągnął szmatą po klawiaturze wysmarowanej dżemem śliwkowym i uwalanej pajęczymi odchodami, walnął pięścią w komputer, aż ten się samoczynnie zrestartował i zaiskrzył, po czym dosiadł obrotowego krzesełka i, wprzódy niezdarnie, zaczął uderzać w klawisze.
      Zapadł zmrok, przesadnie nieśmiała cisza otuliła miasto, a Bohun wciąż pisał....
      *************************************
      Zapadł zmrok, przesadnie nieśmiała cisza otuliła miasto, mieszając się z gwarem głosów tych, co nie mieli w zwyczaju sypiać i z aromatem zbyt głośnej muzyki. Na Jatkach Pszczółka Maja stała na krześle z lewą nogą uniesioną nieco wyżej, tak że było widać jej makabrycznie brudne buty. "Raz, dwa, tri, malcziki..." - tłum zakołował, Maja spadła z krzesła i nabiła sobie 164 siniaka tego wieczoru....


      ||Marusia||05-22-2001||08:29 AM

      Nad Jatkami przeleciał Kos w pogoni za Świstakiem i Królikiem. Zawisnąwszy na chwilę nad źródłem najdonośniejszego hałasu strzepnął z morowych skrzydeł resztki nieśmiertelnej zupy jarzynowej wraz z paroma wciąż zczepionymi (sczepionymi? szczepionymi??) w miłosnym uścisku muchami. "Co za smród", wykrzywił z obrzydzeniem dziób, "Aż się prosi, żeby wejść".
      Wydawało mu się, że za rogiem mignął rudy warkocz, rozplaszczony na chodniku i ewidentnie sadystycznie rozdeptany i poczochrany, więc postanowił zniżyć loty w celach obserwacyjnych...


      ||maja||05-22-2001||11:55 AM

      Muchy były szczepione przeciw wściekliźnie i tężcowi, więc absolutnie nic im na Jatkach nie groziło, proszę się nie obawiać.
      - Wspieraj swój Browar! Stań się Premium - Użytkownikiem!
      - Moje: zbieranie - Opole & warzenie - Browar Domowy Świński Ryjek ****
      - Uwarz swoje piwo domowe z naszym Centrum Piwowarstwa

      Sprawy dotyczące postów/wpisów/wątków/tematów zgłaszaj proszę narzędziem "Zgłoś moderatorowi" (trójkąt z wykrzyknikiem).

      Comment


      • #4
        ||maja||05-22-2001||12:39 PM

        Naczelny Weterynarz był jednak zaniepokojony. Muchy Plujki w okresie godowym wymagały szczególnej opieki. Doktor de domo Dolittle zakasał rękawy fioletowego kitla, zdobionego ultramarynową nitką w ornament rodem z Dolnej Ugandy, przedstawiający kapibary w podskoku. Pośpiesznie wdział wrotki, narzucił na ramię marynarski worek i popędził na ratunek zagrożonym gatunkom.


        ||maja||05-23-2001||08:49 AM

        Zdążył akurat na przerwę w miłosnych uniesieniach. Podbiegł do Muszek, pełen troski, to wachlując je zmiętą gazetą [nie zważając na to, że była to właśnie TA strona TEJ gazety, w której podano adres knajpy, gdzie serwują Książęce i Szwejka], to ocierając im pot z czoła kraciastą chustką.


        ||Krzysiu||05-24-2001||08:33 AM

        Jano, Pinokio i Gul-gul siedzieli nieopodal na spiżowym prosiaku, przyglądając się Naczelnemu Weterynarzowi z podziwem. Pod nogami mieli skrzynkę żnińskiego Leszka, którego popijali z wyraźnym niesmakiem. Rozpalone słońce waliło w ich czaszki potwornym upałem. Wśród kłębiących się śmieci buszowały radośnie stada wróbli, drąc się niemiłosiernie. Jano i Pinokio w dyskretnej rozmowie roztrząsali temat bestsellera. "Jak długo jeszcze to będą ciągnąć?" " zapytał Jano. "Nie mam pojęcia" " odparł Pinokio, pociągając łyk Leszka, archimedes niczym piskorz przemknął mu przez gardło. Gul-gul tylko bulgotał z cicha, mając przełyk wypełniony do krawędzi dolnej szczęki piwem.
        Nagle ich uwagę przykuła szczupła, niedbale odziana sylwetka człowieka w średnim wieku. Niespiesznie chodził od kubła do kubła grzebiąc w nich kijem. Wtedy poznali, był to Mc Gyver, przebrany za indiańską squaw z plemienia Onondagów. Zerwali się chcąc podejść do niego, jednak Mc Gyver schyliwszy się znienacka sięgnął ręką w głąb jednego z kubłów. Po chwili wyprostował się w wyraźnym zadowoleniem, w ręce dzierżył wielki, mocno zardzewiały budzik znanej i cenionej enerdowskiej firmy "Ruhla". Usiadł na krawężniku, wyciągnął nogi obute w dwa różne mokasyny, jeden różowy, drugi niebieski z naszytymi koralikami. Sięgnął do kieszeni, dobył z niej słynny scyzoryk Mc Gyvera i zaczął niespiesznie odkręcać tylną ściankę. Pinokio i Jano przyglądali się osłupiali nie śmiejąc podejść. Mc Gyver odkręcił tylną ściankę, odłożył ja delikatnie na upstrzony przez wróble chodnik. Podważył werk i ...


        ||maja||05-24-2001||04:00 PM

        ...poczuł w swym uchu ciepły szept:"Zaskocz mnie!". To Trzeźwy runął mu na plecy z głośnym plaśnięciem. Gul-Gul odebrał tę wypowiedź bardzo osobiście, bo już był nieco zamroczony nadmiarem archimedesów. Zrzuciwszy szybko tunikę ujawnił gustowną spódniczkę z morskiej trawy. Pośpiesznie wdział baletki i z gracją wykonał fragment Jeziora Łabędziego przy akompaniamencie Sex Pistols.
        - Wspieraj swój Browar! Stań się Premium - Użytkownikiem!
        - Moje: zbieranie - Opole & warzenie - Browar Domowy Świński Ryjek ****
        - Uwarz swoje piwo domowe z naszym Centrum Piwowarstwa

        Sprawy dotyczące postów/wpisów/wątków/tematów zgłaszaj proszę narzędziem "Zgłoś moderatorowi" (trójkąt z wykrzyknikiem).

        Comment


        • #5
          ||JANO||05-29-2001||12:35 AM

          Zza komina pobliskiej kamienicy /w całości do wynajęcia!/, wychynął się bladolicy księżyc spozierający na niemałe Jatkowe zamieszanie... W dole ktoś w czas, do panującego zwierzyńca dorabiał kolejnego pawia... Bladolicy załamując się na krótką chwilę w soczewce przybrudzonych tandetnych bryli Pinokia, wykonał błyskawiczny manewr sypiąc księżycowym pyłem w oczy i pozostawiając dwa puste miejsca w skrzynce żnińskiego Leszka, by następnie opędzając się od nader upierdliwych muszek, nucąc bluesa, ruszyć w drogę tocząc kopniakami swoje przeznaczenie.


          ||maja||05-29-2001||08:05 AM

          Po tym krótkim i nagłym księżycowym epizodzie wszystko wróciło na chwilę do - bardzo ogólnie pojętej - normy. Rozpalone słońce bezczelnie i jak gdyby nigdy nic znów walnęło w czaszki naszych bohaterów potwornym upałem. Gul-Gul wyczerpany tańcem już tylko bulgotał, Pinokio wcinał bagietkę, a Jano siedział smętnie, bo pętla czasu zacisnęła mu się na szyi...


          ||JANO||05-29-2001||10:22 AM

          Księżyc jak to księżyc... wstaje kiedy chce, bo nie ma dzieci/!!!!!!!/, dobiegł do niezorientowanych w temacie chrapliwy głos zza komina.
          ...Pętla zacisnęła się o kolejnych parę centymetrów...


          ||maja||06-06-2001||09:01 AM

          Dla odmiany zaczęło świtać.
          Przez gęsty zapach spoconych ciał i feromonów z trudem przebijały się paralitycznie powykręcane promienie skacowanego słońca. Naczelny Weterynarz kurczowo trzymał się futryny, ukrywając nieudolnie pod kitlem 4 kufle ukradzione z knajpy. "Piwo jest wskazane i wymagane przez Kodeks Pracy" - mamrotał pod zarośniętym nosem, próbując oderwać glob od swojego buta. Bezskutecznie. Ziemia wirowała dziś tak szybko, że nie był w stanie ruszyć się z miejsca. "W miłości najpiękniejsze jest oczekiwanie" - pocieszał się bez przekonania. Nawet on nie wierzył, że Muchy Plujki zbawią świat. Wokół jak okiem sięgnąć podłoże najpiękniejszej z kul wyścielały archimedesy, wypuszczane kącikami ust przez naszych heroicznych bohaterów. Bohun patrzył na to spod zmiętych brwi i przeciągnął się z rozkosznym obrzydzeniem. Szybko sięgnął po pilota i przełączył życie na kanał 16.
          - Wspieraj swój Browar! Stań się Premium - Użytkownikiem!
          - Moje: zbieranie - Opole & warzenie - Browar Domowy Świński Ryjek ****
          - Uwarz swoje piwo domowe z naszym Centrum Piwowarstwa

          Sprawy dotyczące postów/wpisów/wątków/tematów zgłaszaj proszę narzędziem "Zgłoś moderatorowi" (trójkąt z wykrzyknikiem).

          Comment


          • #6
            ||Marusia||06-06-2001||09:18 AM

            Na kanale 16 jednak program nie był za ciekawy. Ruchoma taśma u dołu ekranu informowała "Program >Czerwcowy Oktoberfest w Sobótce< nie odbędzie się w Małkowicach tylko w Srebrnej Górze, prosimy o oglądanie 23.06.2001" a powyżej z małych kwadracików spoglądały na Bohuna zmęczone, szare twarzyczki aktorów przyszłego programu.


            ||Krzysiu||06-08-2001||01:44 PM

            Nad Europą Środkową powoli zapadał zmierzch. Krwawa łuna z wolna gasnącej słonecznej żarówki rozświetlała zamyślone oblicze rozwalonego wygodnie na nadodrzańskiej ławce Trzeźwego. Powoli z prądem rzeki płynęła prezerwatywa, nie wiadomo nawet " użyta czy nie. Trzeźwy kontemplował tchnący spokojem i lenistwem pejzaż. Zmarszczywszy brwi czytał z niedowierzaniem poprzednie akapity bestsellera. Z niedowierzaniem, bowiem wiedział dobrze, że nie skakał na plecy Mc Gyverowi. Co więcej, wiedział, że nikomu nie skakał na plecy. Nie skakał również nikomu na konstrukcję ani na system. Podenerwowany pokręcił głową, zmiął przybrudzony wydruk i cisnął go do rzeki. Jął rozmyślać o swym celu, niełatwym, lecz przecież możliwym do realizacji. "Muszę zabrać się do pracy metodycznie" " rzekł w duchu " "kwartał po kwartale, dom po domu". Nie przeszkadzało mu nawet, że już wszyscy wiedzieli, gdzie jest to, czego on szuka.
            Nie wiadomo skąd dobiegła go stłumiona kanonada. Trzeźwy rozejrzał się nerwowo. Na horyzoncie pojawił się kłąb dymu, hucząc głośno powoli przesuwał się w dół rzeki. Trzeźwy wytężył wzrok. Rozpoznał dwuwieżowy monitor, uzbrojony w cztery ciężkie działa oraz duży zegar z kukułką. Na pokładzie przygrywał bigband, Krzysztof Krawczyk śpiewał "Parostatkiem piękny rejs...". W kotłowni uwijały się gromady Murzynów, sypiąc węgiel w rozdziawione paszcze pieców. Wszechobecny węglowy pył jakby się ich nie imał.
            Monitor prowadził ogień z wszystkich dział, Trzeźwy wytężył wzrok, rozpoznał gnającego wzdłuż brzegu na koślawej, wyleniałej kobyle Bohuna, przemykającego między pióropuszami eksplozji. "Ten to się zaciął na niego" " Trzeźwy pomyślał bez sympatii o Autorze " "no, ale w końcu to jego powieść".
            Na stanowisku dowodzenia ubrany w galowy mundur i stosowany kapelusz z pękiem kogucich piór Krzysiu wywrzaskiwał komendy. Z powodu wyczerpania amunicji używano wszystkiego, co wpadło w ręce " stare gazety, puchowe kołdry, butelki po piwie. Najlepiej jednak sprawiały się słoiki z kisielem miętowym, po celnym trafieniu Bohun cały wyglądał jak obsmarkany. Przypadkowi przechodnie z przystawali ze zdumieniem w oczach, postać Bohuna upstrzona kisielem, klejem stolarskim, strzępami starych szmat i pierzem wzbudzała śmiech miast grozy. Stara kobyła trafiona kolejny raz paczką makulatury w wystające żebra, zbuntowawszy się zwaliła Bohuna z siodła w kałużę kisielu. "To nie do mnie strzelają. Niech se sam ucieka" " pomyślała, mieląc powoli przekleństwa w pożółkłych zębach powoli wycofała się w krzaki.
            Na dziobie rozległ się gwizdek. "Mina" " wrzasnął marynarz na oku. Zazgrzytały łańcuchy urządzenia sterowego, monitor powoli, jakby niechętnie zaczął skręcać w kierunku brzegu. Nagle z jakiegoś zakamarka na pokład wybiegł szer. Tomasz Czereśniak. Wydobył zza pazuchy pepeszę, przymierzył. Zaczął strzelać krótkimi seriami, pociski krzesały na obłym korpusie miny iskry odbijając się we wszystkie strony. Rozległa się potężna eksplozja, ściana wody zasłoniła wszystko. Gdy opadła, na rzece ukazał się samonadmuchujący ponton, w którym siedziała Niewysoka Postać śpiesznie poprawiająca pomięty prochowiec. Kilkoma ruchami wiosła zbliżyła się do monitora i zręcznie wskoczyła na pokład. "No, bratku" " skierowała się do Czereśniaka " "A skąd to taką ładną, towarzyszu, pepeszkę macie". "W fabryce taką zrobili..." " zaczął Czereśniak, lecz widać było, że to nikogo nie obchodzi. Na pokładzie pojawił się bowiem idący dostojnie Krzysiu.
            Monitor ciężko zarył w przybrzeżnym mule. Krzysiu zdjął z żurawików łodziowych bujający tam rower, wygramolił się na brzeg. Ruszył powoli, mocno naciskając na pedały. Trzeźwy wybałuszył oczy, za chwilę podążył za nim ociężałym kłusem w gęstniejący mrok. Z oddali dobiegał łoskot gąsienic czołgu.


            ||maja||06-16-2001||12:26 PM

            Karzeł Ogrodnik podrapał się nerwowo wzdłuż wszystkich 7 kręgów.
            "Cholera, znów te pyłki, diabelskie nasienie...!" " jego nozdrzami wstrząsnął katar sienny, a alergiczna wysypka błysnęła w poświacie porannej zorzy. "Żebym to ja pamiętał, co robiłem w poprzednim odcinku..." " skrzywił się, bez powodzenia próbując dostosować się do sytuacji. Już wiedział, że mu się nie uda. Łyknął wody z cytryną, zagryzł miodem. Głośno chrząknął, chcąc zagłuszyć gigantyczne beknięcie, które wyrwało mu się prosto znad serca. Spłoszone kolibry poderwały się ławą, tratując wszystko, co stanęło na ich drodze. Po kanonadzie nastała przybrudzona cisza, zbeszczeszczona znienacka brzękiem kufla przytulonego do bruku. To Naczelny Weterynarz zadarł dyskretnie kitel, by uchylić nam poły tajemnicy. Ale my znaliśmy już wszystkie jego sekrety, tak jak on znał nasze. Jedynie Trzeźwy nie wiedział o tatuażu wyżłobionym na lewym udzie Naczelnego Weterynarza zielonym atramentem. O szlaku do *****, Mekki wszystkich żyjących.
            I póki co " nic się nie dowiedział, gdyż zbierał wafle wysypujące się Krzysiowi z kieszeni na zupełnie innej stronie powieści.
            - Wspieraj swój Browar! Stań się Premium - Użytkownikiem!
            - Moje: zbieranie - Opole & warzenie - Browar Domowy Świński Ryjek ****
            - Uwarz swoje piwo domowe z naszym Centrum Piwowarstwa

            Sprawy dotyczące postów/wpisów/wątków/tematów zgłaszaj proszę narzędziem "Zgłoś moderatorowi" (trójkąt z wykrzyknikiem).

            Comment


            • #7
              ||maja||06-16-2001||03:35 PM

              Zapatrzony pod swe koślawe nogi Trzeźwy wpadł na dziewczynkę grającą w klasy. Czarne warkoczyki przyczepione do wykrochmalonych kokard zachwiały się i przechyliły o 170 stopni w kierunku południowo-zachodnim. Szybko jednak złapały pion, a ich piegowata właścicielka delikatnie postawiła na ziemi niedopitą flaszkę wina Fresco " po to tylko, by przyłożyć Trzeźwemu wyważonym, ciężkim i aż nazbyt celnym lewym sierpowym. Zadowolone z siebie dziewczątko szybko pozbierało rozsypane wokół zęby Trzeźwego, zachowując je na szczęście. "Należało Ci się!" " uśmiechnęła się rozbrajająco "" Zagrasz ze mną w gumę?" " jej dźwięczny głosik metodycznie ciął powietrze jak diament szkło. "Wolałbym w pokerka..." " Trzeźwy starał się być miły, nie chcąc narazić się na kolejną falę niezadowolenia Czarnowłosej. Dziewczynka zamierzała właśnie zaripostować ostro a dowcipnie, zauważyła jednak kątem oka Bohuna, przemykającego się chyłkiem pod murami obronnymi Twierdzy Wrocław. "Hej, Tato! Dopadli Cię w końcu?" " puściła do niego perskie oko i zdrapała palcem zieloną maź z ojcowskiego czoła. "U, dobre! Kisiel miętowy! A więc to pewnie był Krzysiu, co?" "zachichotała bezczelnie.


              ||maja||06-20-2001||11:23 AM

              Bohun spojrzał na nią z niechęcią. Krew z krwi. Czasem jednak instynkt ojcowski przegrywał w obliczu jej perfekcyjnej, miażdżącej zadzierżystości. Dopił resztkę Fresco [tego mu nie wybaczono], zmierzył Trzeźwego przeciągłym, filmowym spojrzeniem i wskoczył do niebieskiego tramwaju. Tuż za zakrętem z żelaznym koniem zderzyła się Marusia, jadąca na odrapanym rowerze Krzysia. 16 zabitych, 24 rannych; ul. Teatralna. Bohun wyplątał się z pogiętej kupy złomu i skierował ku Łaźni Miejskiej. Skośnoocy łaziebni powitali go pełnymi szacunku ukłonami i naręczem płóciennych ręczników. Pół godziny w jacuzzi, sauna fińska, kąpiel w morskiej piance i suplement " szybki prysznic. Bohun poczuł się jak nowo spłodzony. "Czasem trzeba przegrać potyczkę, aby wygrać walkę..." - Z lekceważeniem pomyślał o Krzysiu i jego marnych kontrargumentach " "Kisiel, makulatura, poduchy!!! Czy tak walczy prawdziwy mężczyzna?!" " Bohun roześmiał się na wspomnienie Krzysia noszącego buńczucznie pogryziony przez mole kapelusz ze sparciałymi piórami, których nawet wyłysiałe koguty nie przypięłyby sobie do kupra.


              ||Marusia||06-20-2001||11:31 AM

              Errata:
              Na odrapanym, ubłoconym rowerze z wystającymi z kupra piórami jechał Jano z Lidką. Marusia wtedy już łowiła pstrągi w stawie czekając aż Kos wróci po konsumpcji obolałych po seksie muszek plujek.


              ||JANO||07-09-2001||11:30 PM

              Niestety... Marusi tego wieczoru nic ale to nic nie udało się złowić. A i Kos jakoś ociągał się z przybyciem..
              Sięgając do plecaka, jeszcze raz omiotła swoim sokolim wzrokiem poobdzierane przez rozwydrzone porośnięte porożem bydlęta, pobliskie chaszcze....
              Pomału wyjęła zawleczkę...
              - Wspieraj swój Browar! Stań się Premium - Użytkownikiem!
              - Moje: zbieranie - Opole & warzenie - Browar Domowy Świński Ryjek ****
              - Uwarz swoje piwo domowe z naszym Centrum Piwowarstwa

              Sprawy dotyczące postów/wpisów/wątków/tematów zgłaszaj proszę narzędziem "Zgłoś moderatorowi" (trójkąt z wykrzyknikiem).

              Comment


              • #8
                ||Krzysiu||07-11-2001||09:49 AM

                niemieckiego granat przeciwpancernego, którą otrzymała od kosa na pamiątke miłej przejażdżki czołgiem T-34. Ze łzami w oczach cisnęła ją do wody, szepcząc - "Leti, mucha".
                Nadchodzący poranek był bardzo zimny, niemal mroźny. Wymarłe betonowe pudła bloków straszyły ciemnymi oczodołami okien, przez opustoszałe ulice wicher przeganiał tumany śmieci. Grupka złomiarzy przykucnęła na środku ulicy, z mrówczą pasją zbierając z jezdni resztki rozbitego tramwaju. Niewysoka Postać krzątała się wokół zbiegowiska, mierzyła drogę hamowania roweru. Istniało podejrzenie, że Marusia jechała na rowerze z nadmierną prędkością. Nad zbiegowiskiem wisiała posapując Chmura Dymu, która akurat nie miała nic innego do roboty. "Przekroczenie prędkości, spowodowanie wypadku, ucieczka z miejsca wypadku" " mamrotała pod nosem Niewysoka Postać " "aha, jeszcze nieumyślne spowodowanie śmierci. No to ją mam. Nie pomogą jej nawet czterej pancerni z psem, czołgiem i Pieczarkiem" " uśmiechnął się z widoczną satysfakcją. Zbliżała się wielka chwila jego życia.
                Autor przyglądał się temu całemu zamieszaniu z niesmakiem. Przez jego głowę przelatywały w nieładzie myśli, niczym owe śmieci na ulicach. "Cholera, ale bajzel. W mieście bajzel, w bestsellerze bajzel, wszędzie bajzel" " myślał z goryczą " "i jeszcze rozmnożyli mi Bohuna. Kto mu zrobił tę córkę???". Spojrzał na czarne warkocze dziewuszki przytulonej czule do pustej butelki wina Fresco. Dziewczę czując przez sen pożądliwe spojrzenie Autora obróciło się leniwie na ławce, przeciągając się lubieżnie. Jej bujne wdzięki rozlały się szeroko, wypełniając cała przestrzeń ławki i spychając Autora do stojącego obok kubła, pełnego zębów Trzeźwego i zużytych kraciastych chustek Naczelnego Weterynarza. Autor wygramolił się niezdarnie, chwytając sporządzoną z wybornej juty workowej spódnicę, która nieoczekiwanie zsunęła się odsłaniając zdumionemu światu włochate łydki Bohunowej córki.
                Widok ten wstrząsnął Autorem do głębi. "Nie ma już żadnych świętości. Żeby wypisywać takie bzdury ...". Trzeźwy zaglądał mu do tekstu przez ramię, uśmiechając się od ucha do ucha, połyskując całkiem nowym garniturem złotych zębów. "No cóż" " rzucił od niechcenia " "przecież nikt nie twierdził, że to ma być rozprawa filozoficzna." Po chwili namysłu dodał " "Martwi mnie tylko niemoc twórcza, która ogarnęła tak niegdyś chętnych do zrobienia dużych pieniędzy na bestsellerze." "Nic to" " odparł Autor " "jak tylko załatwię Bohuna do końca, będzie już z górki". W tym momencie poczuł na sobie rybi wzrok Bohunowej córki. W jego gardle pojawiła się rosnąca szybko gula strachu. Wiedział już, że nie przełknie dzisiaj ani kropli piwa.


                ||maja||07-18-2001||11:31 AM

                Nad wciśniętą w Kanion wsią zderzały się bezszelestnie świt z wieczorem, południe omiatało ich splecione kontury ciepłym wiatrem, a północ wachlowała odkryte ramiona nocy. Rozbrzmiały wokół zapach lawendy zamykał mieszkańcom usta. Chmary kaczeńców dusiły niewinną ziemię swym ciężarem; zioła pięły się na zboczach, nie dając ścieżkom chwili wytchnienia. Prządki zawodziły swą ponurą pieśń; "Matulu, matuluuu, nad cichą mogiłąąąą.....". Żółtookie dziewczęta darły pierze z kalogródkowego Królika, a przy czworakach dzieci wlokły na sznurku czaszkę kota z resztkami zgniłego mięsa. Monsun przywiał odór ryb z nadbrzeża, którym natychmiast przesiąknęło młode zboże i stare wino. Miedzą spacerowali Gladiatorzy w pełnym rynsztunku, pieszcząc twardą dłonią niedojrzałe kłosy. Nieuważny Sołtys rozdeptał malutkiego, bezgrzesznego ślimaka; strumyk płynął z wolna, a nad nim szumiał gaj....
                Znienacka ten obraz nędzy i rozpaczy zaczął przybierać optymistyczne, ciepłe barwy. Z początku tylko lekka, pomarańczowa mgiełka rozświetliła górne partie zbocz. Zwolna jej krople stawały się coraz bardziej natarczywe i świdrowały wszystkie szczeliny i zakamarki Wszechświata. Lica prządek pokraśniały na pomarańczowo, tę barwę przybrał kaszkiet Sołtysa, Gladiatorzy również rozkwitli oranżem i nawet kocie zwłoki nieznacznie zmieniły kolor.
                Gdy wszystko wokół nabrało intensywnej barwy, stało się jasne " wieś zanurzona była w cieniu Mechanicznej Pomarańczy. Chropowata kula zawisła nad Kanionem, spoglądając nań z nieukrywaną wyższością. Nagle coś zachrobotało, jęknęło, zgrzytnęło i trybiki przestały się kręcić. Pomarańcza z impetem spadła w dół, rozgniatając całe " bądź co bądź dość urokliwe " sioło. Spod jej aromatycznej skórki wysunęła się okrwawiona dłoń Sołtysa, ściskająca czterolistną koniczynę.
                "Całkiem dobrze mi idzie..." " wybełkotał autor, rzucając pod stół 48 butelkę po Leszku ze Żnina. Z charakterystycznym dla siebie masochizmem śledził ostatnie akapity, drobiazgowo licząc liczby znaków na stronach. "A że gubią mi się wątki... psiakrew! Każdemu może się zdarzyć! Na przykład mojemu dalekiemu wujowi ze strony ojca zgubił się kiedyś...." " tu nieszczęsny autorzyna przerwał dramatycznie, gdy spostrzegł, że Bohunowa córa nie była stworem z jego nędznej wyobraźni, ale istotą z krwi (mocno nasączonej chmielem) i kości (a także z kilku fałdek tłuszczu). "Nooo, te dialogi też mam nie najlepsze, ale nad tym da się popracować..." " dodał jeszcze z rozpędu i zamilkł na dobre. Oślizgły wzrok dziewczynki pobrudził mu buty. Stała za blisko i jej kokarda łaskotała go w lewe ucho. Pomyślał, że to niezły moment do ćwiczeń w sztuce konwersacji, ale oczywiście żaden dobry dialog nie przyszedł mu do głowy. "Poczekam na Krzysia!" " postanowił i z ulgą zagłębił się w fotelu.
                - Wspieraj swój Browar! Stań się Premium - Użytkownikiem!
                - Moje: zbieranie - Opole & warzenie - Browar Domowy Świński Ryjek ****
                - Uwarz swoje piwo domowe z naszym Centrum Piwowarstwa

                Sprawy dotyczące postów/wpisów/wątków/tematów zgłaszaj proszę narzędziem "Zgłoś moderatorowi" (trójkąt z wykrzyknikiem).

                Comment


                • #9
                  ||maja||07-24-2001||09:26 AM

                  Krzysia wciąż nie było. Padał deszcz. Już 241 raz w tym roku.
                  A jednak każdego dnia padał inaczej. Czasem nieśmiało i bezszelestnie, by nie zbudzić dzieci śpiących w wiklinowych kołyskach. Czasem spadał na miasto drapieżnie, waląc na oślep w blaszane dachy i osłonięte folią głowy przechodniów. Czasem w przypływie romantyzmu padał tylko w pobliżu wierzb płaczących i malinowych chruśniaków. W szale dewocji padał na wszystkich oprócz słuchaczy Radia Maryja. Padał namolnie " wieszając się u łokci; padał lubieżnie " osuwając się powolutku od karku do lędźwi. Padał ponuro, zrzucając ciężkie, czarne krople, albo z ułańską fantazją " z dołu do góry. Dziś jednak pokapywał literacko " w rytmie "Lokomotywy" Juliana " kap " kapkapkap " kap " kapkap....
                  Autor mimowolnie wsłuchał się w ten równy rytm i jeszcze głębiej wcisnął się w fotel. Jego pomalowane błękitnym cieniem powieki to opadały powoli, to podrywały się zlęknione po każdym kolejnym, metalicznym kap " kapkapkap.....
                  W końcu wachlarze górnych i dolnych rzęs splotły się w liczne gordyjskie supełki i autor chcąc " nie chcąc zapadł w wiosenny sen. Nie tracąc czasu majaki rozpierzchły się po jego pustej głowie, przynosząc śmiałe wizje kolejnych 48 butelek Leszka ze Żnina, kalogródkowej barmanki o pełnych piersiach, z pełną tacą pełnych kufli, rulonów papierów śniadaniowych zapisanych błyskotliwymi dialogami i niepozornej, drewnianej szkatułki z ukrytą bestsellerową puentą. Tak, tej puenty brakowało mu bardziej niż licznych wdzięków barmanki. "Do czego to wszystko zmierza?!" " zatrwożył się nagle, zapominając, że śpi. "Zaczęło się tak niewinnie, a teraz ONI zaczynają już na mnie dybać...!" Po omacku sprawdził, czy maczeta jest na swoim miejscu. Była. Naostrzył ją już wtedy, gdy w powieści pojawił się Bohun, a teraz jeszcze wyskoczyła z konopi ta jego córka...! Po raz kolejny uświadomił sobie, że już dawno stracił kontrolę nad powieścią. "Powinienem pójść do mojego psychoanalityka..." No tak, ale ten zamknął swój kramik i pojechał na Seszele. "Maczeta??!" Jest, wciąż jest... Ziółka, waleriana, tabletka pod język... "Czemu te ręce tak się trzęsą... I to serce... Długo tak nie pociągnę..." " rozejrzał się niespokojnie [już mu to weszło w nawyk] i nagle poczuł delikatne łaskotanie. "Kokarda Bohunicy!!" - zamarł, przerażony. Tym razem niepotrzebnie, gdyż właścicielka warkoczyków poszła się zaopatrzyć w nowy zapas taniego wina. A żółtooka wieśniaczka dalej muskała go króliczym piórkiem. "No rusz się w końcu! Siedzisz tu całymi dniami, już wszyscy się z ciebie śmieją. Twoja żona ma kochanka!" " Autor wzruszył ramionami, gdyż było mu to absolutnie obojętne. "Twój najmłodszy syn zgwałcił swoją nauczycielkę!" O, to zrobiło na nim wrażenie. Wyprostował się z dumą: "Moja krew!" I nagle spojrzał na życie z lewego półprofilu. To pozwoliło mu dostrzec nowe załamania światła i parę innych aspektów bytu. "Chodź!" " pociągnął Żółtooką za rękę, w biegu zrywając z wieszaka swą czerwoną pelerynę. Zapomniana maczeta szczerzyła ostrze w ciemnym pokoju.
                  Przeskakiwali schody po cztery stopnie. Zadyszana Żółtooka nie dawała mu jednak spokoju: "Powiedz, czemu zrzuciłeś na Kanion tę pomarańczę?! Sołtys strasznie się wkurzył!" Autor zniecierpliwiony machnął ręką " "Daj już spokój... To jest tylko powieść, rozumiesz?"
                  -"Ale sam widzisz, że niebezpiecznie zderza się z życiem... Musisz to odkręcić!"
                  -"OK., potem, potem..." " nie wiadomo kiedy minęli drogę do *****; deszcz przestał padać, ale i tak musieli przetoczyć się przez dziesiątki zapor przeciwpowodziowych.
                  Ze spelunki dobiegał głos Przemka Drz. Autor wpadł do środka i, ignorując niedomyte kufle, pociągnął z kija półlitrowy łyk Książęcego. "Ja żyję!!!!" " zakrzyknął szczerze, a mi przypomniała się piosenka VooVoo.


                  ||Krzysiu||07-24-2001||12:11 PM

                  Opróżniając szósty niedopity kufel stojący na blacie Autor spostrzegł czające się wokół napięcie. Twarze żuli ściągnięte grymasem strachu bielały w półmroku, nieco tylko rozproszonym światłem kaganków wypełnionych wybornym wielorybim łojem. Autor rozejrzał się nerwowo, od razu zrozumiał. Przy stoliku w kącie siedział Obcy " Ósmy Pasażer Nostromo. Z rozdziawionego pyska najeżonego ostrymi jak igły, żółtymi kłami, kapała na blat ślina, wyżerając dymiące dziury.
                  Barman nerwowo skinął głową w kierunku Obcego. "Siedzi tu już od paru godzin i psuje nastrój. Nie ma utargu" " poskarżył się półgłosem. Autor sięgnął do kieszeni swych liliowych spodni, dobył telefon, wystukał pośpiesznie numer. Przyłożył telefon do ucha " "Cześć. Mamy problem", po chwili dorzucił " "tam, gdzie zwykle". Uspokojony zamówił piwo, usiadł na parapecie okna, zapalając niedopałka wyciągniętego z olbrzymiej, blaszanej popielniczki. Zaciągnął się z lubością dymem, strzepał do kufla, mówiąc do Barmana " "to dla większej tęgości".
                  Nagle oczy wszystkich zwróciły się w stronę wejścia. W progu stanął Krzysiu wypełniając sobą cała futrynę. Rozejrzał się niespiesznie, przecierajac leniwie rozespane oczęta, pokiwał głową, ruszył w kierunku Obcego. "Cześć" " nie pytając o zgodę dosiadł się do stolika, rzucając niedbale na krzesło swoją sfatygowaną pikielhaubę zdobną wystrzępionymi piórami kury " "jak leci?". "Ghhrrrsstwaaaaa" " zaryczał Obcy śliniąc się przy tym obficie. Jego przekrwione oczy połyskiwały złowrogo w półmroku. "Ty się tu koleś nie żołądkuj" " warknął Krzysiu - "nie jesteś tu u siebie" " dodał już spokojniejszym tonem. "Postawisz wszystkim po kolejce i możesz siedzieć" - powiedział na koniec i poklepał przyjaźnie Obcego po łysej czaszce. "Wrrrhhggrrsss" " Obcy zerwał się nagle, rzucił w kierunku baru, tratując i rozrzucając stoliki. Żule w panice stłoczyli się przy drzwiach. "Dhhrrrwwwaaa Phhhhiiwaaa" " zaryczał plując na wszystkie strony. Blada aż do zieloności twarz Barmana powoli rozjaśniła się w uśmiechu. "Proszę usiąść, podam do stolika". Do knajpy powrócił radosny nastrój, toastom i wiwatom nie było końca. Nikt nie zwrócił uwagi, że ze stojącego przed knajpą latającego talerza złodzieje właśnie wyrywali radio.
                  - Wspieraj swój Browar! Stań się Premium - Użytkownikiem!
                  - Moje: zbieranie - Opole & warzenie - Browar Domowy Świński Ryjek ****
                  - Uwarz swoje piwo domowe z naszym Centrum Piwowarstwa

                  Sprawy dotyczące postów/wpisów/wątków/tematów zgłaszaj proszę narzędziem "Zgłoś moderatorowi" (trójkąt z wykrzyknikiem).

                  Comment


                  • #10
                    Wstawał nowy dzień. Mgła otulała drzewa, domy i rollbar stojący przy ognisku. 45-cio minutowe ognisko, rozpalone dnia poprzedniego ciągle się żarzyło... Nagle z mgły wyłonił się Potwór z Garnkiem. Strzelając nerwowo przepitymi oczkami na prawo i lewo chyłkiem zbliżał się do oszronionego kraniku. Z lubością podstawił naczynie i wsłuchał się w dźwięk lejącego się zimnego Piasta... Zamglony mgłą i przepiciem wzrok zawiódł go jednak, gdyż nagle przed nim pojawiła się wysoka postać Pieczarka...
                    www.warsztatpiwowarski.pl
                    www.festiwaldobregopiwa.pl

                    www.wrowar.com.pl



                    Comment


                    • #11
                      Lokalny potwór zwracał uwagę brodą, w której odbijały się kolory posiłków dnia poprzedniego, poprzetykane resztkami babiego lata i kroplami porannej rosy. Jego proces myślenia i szybkość kojarzenia nie byłe imponujące, nawet w porównaniu z innymi zwierzętami zamieszkującymi okoliczne lasy. No, może poza komarami. Miał jednak specyficzny zapach powodujący usypianie wszelkich form życia w promieniu 3 metrów i charakterystyczne umięśnienie brzucha świadczące o wielkim ukierunkowaniu życiowych aspiracji.
                      Pieczarek, pomimo znanej skądinąd odwagi, nie podjął otwartej walki, słusznie oceniając szanse na szybkie zwycięstwo. Myślał w tym momencie o pogrążonych we śnie, po nocnych uciechach, rycerzach. Odgłosy walki mogłyby wywołać panikę i niepotrzebny strach, a może nawet odkryć zbyt wiele... Jego dyskrecja i zachowanie spokoju być może uratowały tego jesiennego poranka powstanie niejednej, nieprawdziwej plotki. A przecież nie ma nic gorszego na czczo !
                      Simon

                      Comment


                      • #12
                        Tymczasem całkiem gdzie indziej wieczór wkroczył w najbardziej ciemną i gęstą ze swoich faz. W ****** Krzyś kończył partię solową „Justysi”. Muchy Plujki akompaniowały mu dyskretnym bzyczeniem, a z kąta popatrywał na nie z rozrzewnieniem Naczelny Weterynarz, pogrywający na staromodnym bursztynowym grzebieniu. Krzyś zaakcentował kulminacyjną frazę o holenderskiej jałówce efektownym czerkieskim hołubcem i zszedł ze sceny wśród brawospadu oklasków, po których nastała nieoczekiwana [nawet przez Autora] cisza – pełna wysokiego napięcia [ok. 450 volt] i wilgoci [Ósmy Pasażer wciąż nonszalancko wydzielał ślinę]. Zmusiło to barmana do pospiesznego włączenia telewizora, dzięki czemu mieszkańcy ***** mogli uniknąć wyczerpujących rozmów o niczym. Właśnie skończył się śliczny bloczek reklamowy. Szkoda. Ósmy Pasażer wpatrzony w ekran mantrował jak zahipnotyzowany: „Trzy strzeliłem...!”; „Na fryzjera!!”, które to frazy przerywał dla urozmaicenia beknięciami w różnych odcieniach. Szklanym pudełkiem zawładnęły fanfary zwiastujące cykl dokumentalny. „Zaginione cywilizacje” – oznajmił sennym głosem Suzin. Ekran wypełnił obraz Kanionu spłaszczonego nasiadówką z Mechanicznej Pomarańczy. Wśród pastelowych placków, które kiedyś były tym lub owym, grzebali archeolodzy oraz Hieny Cmentarne; rozróżnić ich było można tylko po kolorze czapeczek. Archeolodzy ukradkiem chowali do kieszeni złote zęby i inne świecące przedmioty. Hieny prezentowały przed kamerami zabytkowe zawieszki, groty strzał i kaszkiet Sołtysa. Suzin objaśniał akcję uspokajającym głosem, czytając to, co ktoś napisał. Nie wyglądało to dobrze. Autor zmiażdżył w dłoni kufel i ukradkiem zerknął na Żółtooką. Ta odpowiedziała mu pełnym wyrzutu spojrzeniem. Autor nie był zbyt czułostkowy, ale Żółtooka miała takie piękne nogi...”Trudno, trzeba coś z tym zrobić......” – jęknął i wysiąkał nos. Nie chciało mu się wracać do wymoszczonej pajęczyną pracowni. Wysępił u barmana papier pakowy i pawie pióra, niepostrzeżenie zmieniając program w TV na melodramatyczną kreskówkę dla kobiet. Wystudiowanym gestem uścisnął dłoń Żółtookiej i zwinął się w kłębek pod żeliwnym stołem.

                        Comment


                        • #13
                          Gdy wszystko wokół nabrało intensywnej barwy, stało się jasne – wieś zanurzona była w cieniu Mechanicznej Pomarańczy. Wreszcie zdarzyło się coś niezwykłego, ale..... życie mimo wszystko toczyło się tak samo byle jako, jak dotychczas. Tylko dzieci porzuciły swoje hałaśliwe zabawki i stały z zadartymi głowami, wpatrując się w pachnącą kulę – szturchając się łokciami i pogryzając ogórki małosolne. Oprócz nich Pomarańczę dostrzegł jedynie Włóczykij wylegujący się przed swoim namiotem [„Carramba! – powiedział cicho i pyknął z fajeczki] i Art – zdegustowany, że w oranżowej poświacie wszyscy mają włosy prawie tak piękne jak on [„Cito!” – warknął ]. Wieść jednak rozeszła się szybko. Wydajność w Wytwórni Siekier spadła o 113%, gdyż odlewnicy co kwadrans zerkali przez okno. Nawet Antoś Zawada, stachanowiec [478% normy], wyrabiał jedynie 350%, nie mogąc oprzeć się pokusie... Sołtys w przypływie ambicjonalnego szału zniszczył całą plantację mandarynek, bowiem w obliczu kilkusettonowej Pomarańczy wyglądały krępująco marnie. Gladiatorzy zmienili koszulki, bo niebieski zbyt gryzł się z pomarańczowym, powodując liczne rany szarpane. Tak zwane Powietrze całą dobę przeszywało wycie wilków stepowych, gdyż te melancholijne acz nieuczone stworzenia nie umiały odróżnić Pomarańczy od księżyca. Stacja Kontroli Lotów pracowała non stop na 4 zmiany, co kosztowało Kanion kupę dukatów, ponieważ podpisano kontakty z naburmuszonymi Specjalistami Do Spraw spoza wsi. Na koniec zupełnie wszystko zostało wywrócone do góry nogami i w tej pozycji pozostało. Autor tak się wczuł w tę historię, że pisząc ostatnie słowa bezwiednie podniósł swe koślawe kończyny do góry. W ****** jednak nie takie rzeczy widziano i facet siedzący pod stolikiem z nogami uniesionymi w kierunku północnym, omotany papierem pakowym i z pawim piórem wbitym w lewą pierś, nie robił na nikim wrażenia.

                          Comment


                          • #14
                            Autor strzepnął z butonierki niewidzialne pyłki olchy. "He, podobno niektórzy już na dobre pogubili się w tej historii" - mruknął zdegustowany []. -"No cóż, specjalnie dla nich trzeba zacząć wszystko od początku" - wysapał, bo od ostatniego spotkania dość znacznie urósł mu brzuch.
                            Niestety, znamy [a przynajmniej kilkoro z nas zna, tych najtrwardszych, o wątrobach spalonych goryczką południowych piw] stan psychiczny naszego autorzyny. Nie dziwota więc, że ten potłuczony ochlaptus napisał, co następuje:
                            "Pan kotek był chory i leżał w łóżeczku....."

                            Comment


                            • #15
                              Maja napisal/a
                              "Pan kotek był chory i leżał w łóżeczku....
                              lśniąc i śniąc o spienionym i mroźnym piweczku.
                              Lecz plany wzięły w łeb
                              bo z tego świata zszedł."
                              **** zbliża ludzi... :-]

                              Comment

                              Working...
                              X