PDA

Wersja pełna: : dolna fermantacja w 20 stopniach?


pama
09-10-2002, 17:37
Witam wszystkich,
To mój pierwszy post u Was, więc mam tremę prawie jak przed pierwszą warką, do której się właśnie zabieram. Przeczytałem wszystkie posty na tym forum, trochę stron po angielsku, w Sklepie Piwosza kupiłem zestaw „Robię Swoje” (nie gotowiec, tylko ekstrakt i chmiel). Wszystko przygotowane, na zamykanym tarasie temp. ok. 8-10 stopni, ale mam problem z wyborem temperatury: na naklejce opakowania suchych drożdży dolnej fermentacji Sklep Piwosza podaje 10-14 stopni - logicznie. Ale pod spodem niemiecki producent zaleca 18-22 st! Drożdże są na pewno dolnej fermentacji: unterbaer- coś tam.
W Sklepie Piwosza powiedzieli mi, że pewnie Niemcy dla celów marketingowych podali wyższą temperaturę, ale dla pewności wolę Was zapytać. Wiem już, że istnieją drożdże dolnej fermentacji pracujące w temp. ok. 20 stopni. Ale jeśli to ten przypadek, to czy wstawiając fermentor do 10 stopni nie spapram warki?

pama

Czes
10-10-2002, 09:47
Każde drożdże, czy to "dolne" czy to "górne", bedą fermentować w temperaturze 20 C. Ale tylko "dolne" zechcą to robić w 10 C.
Wniosek: jeżeli są napewno "dolne" - bedą fermentować. Sam się przekonasz. Zacznij na chłodno; jezeli nie bedzie szło, przeniesiesz się z piwem na salony ( O ile Ona pozwoli, :) )

pama
10-10-2002, 18:38
Dzięki! Dziś czeka mnie wielki dzień (a raczej noc). Czyli będę próbował w 10 stopniach. A jeśli nie pójdzie, przeniosę do mieszkania. Na szczęście żona jest kochana także pod tym względem. (NB teść pracował w browarze Okocim).
Kilka dni temu eksperymentalnie nastawiłem 2 malutkie buteleczki matki drożdżowej (przynajmniej tak to się nazywa przy produkcji wina). Jedną postawiłem na parapecie (ok 20 stopni), a drugą na tarasie (ok. 10). W obu fermentacja ruszyła, choć rzecz jasna w zimnie jest mniej intensywna. Bałem się więc nie tyle tego, że w zimnie nie będzie fermentować, a tego, że smak będzie paskudny przy temperaturze innej niż zalecana na opakowaniu.

pjenknik
11-10-2002, 07:14
Ja robiłem w temperaturze wyższej niż zalecana, czyli około 16 stopni.
Zamiast klasycznego pilsa który był zamierzony wyszło mi klasyczne belgijskie klasztorne;) Poza tym wszystko było w porządku:D

pama
11-10-2002, 17:42
Belgijskie? Też byłoby nieźle. Żonie będzie pewnie bardziej smakowało, bo jej ulubionym piwem jest "Palm", choć ja wolę lagery o pełnym smaku. Warzenie poszło lepiej niż myślałem. A jaka frajda. Nie myślałem, że gotujący się ekstrakt słodowy będzie pachniał jak chleb z piekarni. Moja 3-letnia Joasia zaskoczyła mnie, bo kiedy otwarłem opakowanie z chmielem i po kuchni rozszedł się baaardzo zacny apach, krzyknęła "piwo". Ballingometr pokazał 15 stopni, jak chciałem. Co prawda kiedy wypiłem zawartość probówki, to mnie otrzepało - okropna słodko-gorzkawa lura. Ale w końcu zacier na wino też nie ma wiele wspólnego z tym, co wychodzi po fermentacji.
Na razie fermentor stoi w pokoju w temp. 18 stopni, a kiedy ruszy fermentacja, wystawię go na zimny taras.

pama
24-10-2002, 12:47
Minęły dwa tygodnie od mojej pierwszej warki. Fermentacja burzliwa (w fermentorze na balkonie, temp. 8-14 stopni) trwała 9 dni. Po czterech dniach miałem stres, bo piana opadła, nic się nie działo, a ballingometr pokazywał ciągle 8 (na początku było 15). Po dwóch dniach znowu ruszyło - albo dlatego, że temperatura wzrosła, albo dlatego, że zamieszałem zawartość fermentora. Po 9 dniach, kiedy balingometr pokazal 3 i piana znikła, przelałem wszystko do szklanego balona - teraz sobie leżakuje.

No i mam problem - piwo ma gorzki posmnak. Na początku było jeszcze gorzej -jeszcze przed dodaniem drożdży aż wykręcało gębę. Teraz na początku jest OK, po chwili pojawia się gorzki posmak. Czy dobrze myślę, że popełniłem błąd z chmielem? Dałem na początku gotowania 50 g aromatycznego i 20 g. goryczkowego, a tuż przed końcem jeszcze 20 g. aromatycznego. Może trzeba było na początek dać mniej, a resztę dopiero pod koniec - żeby alfa kwasy nie przechodziły do rozwtoru, a z drugiej strony aromat chmielowy nie ulatniał się?

No i drugie pytanie - co teraz? Piwo ogólnie mi smakuje (choć jeszcze rzecz jasna nie ma pianu ani kwasku z CO2), byłoby super, gdyby nie ta goryczka. Jest prawie całkiem klarowne, ma bursztynowy kolor, mocny pełny smak, choć inny niż myślałem - jakby pilsner z domieszką stouta. Z wyczuwalnym chmielem, bez słodyczy ani smaku alkoholu, natomiast po przełknięciu pojawia się ta silna goryczka. Czy mogę liczyć, że z czasem gorycz jeszcze bardziej złagodnieje, czy też powinienem coś "pokombinować". Np dolać do tych 18 litrów kilka litrów jakiegoś łagodnego piwa ze sklepu?

Czes
24-10-2002, 17:37
Taka dawka chmielu to niemało, nawet jak na 15-tkę! ( zakładam,że gotowałes conajmniej 60 minut)
Goryczka z czasem złagodnieje ale nie licz na wiele. Nie kombinuj z tym piwem, a raczej zaplanuj lepiej następne. W najgorszym razie wypijesz je w chłodne jesienne wieczory jako grzane z sokiem.

ZEET
28-10-2002, 06:25
Przy rozlewaniu do butelek dodaj więcej cukru tj.kopiata łyżeczka na butelkę . Złagodzi to goryczkę i nada smak piwu.

pjenknik
28-10-2002, 08:39
Tylko uważaj bo może zadziałać jak granat.:D

pama
28-10-2002, 13:25
Kiedy nieco ponad tydzień temu przelewałem "zielone" piwo z fermentora do szklanego balona (dymionu, gąsiora), żal mi się zrobiło tej dość już mętnej warstwy tuż nad osadem drożdży. Przelałem je więc do 3 butelek, dodając jakieś 3/4 łyżeczki cukru na butelkę. Wczoraj zrobiłem degustację. Nauczony doświadczeniem m.in. Volkera i NoLeafClover'a, pierwszą butelkę otworzyłem minimalnie. I dobrze, że robiłem to nad wanną (a głowę chowałem pod umywalkę na wypadek rażenia odłamkami granatu, tj. butelki :)). W mgnieniu oka spod podważonego lekko kapsla wypłynęła ponad połowa zawartości. Drugą butelkę przed otwarciem solidnie schłodziłem w zamrażarce - wyciekło kilka mililitrów. Ale i tak drożdże z dna wymieszały się z klarownym wcześniej piwem. A piana bardzo szybko opadła.
W każdym razie smak się radykalnie poprawił. Posmak goryczki nadal jest, ale słabszy. Dwutlenek węgla dał sympatyczną kwaskowatość. Gdybym miał to porówywac do czegoś ze sklepu, to najbliższy byłby "Kasztelan mocny", tyle że moje jest znacznie "gęstsze", nie ma smaku alkoholu ani słodyczy.
A ze szklanej rurki w dymionie nadal lecą bąbelki - co kilka minut. Z butelkowaniem zaczekam, aż przestaną.