PDA

Wersja pełna: : Czy pamiętacie jeszcze coś ze studiów?


Krzysiu
03-08-2001, 07:23
Pozwolę sobie przenieść temat, myślę - bardzo ciekawy, a dyskusja trochę przygasła, więc warto ją wznowić. Cytuję wszystkie wypowiedzi.

Krzysiu
03-08-2001, 07:32
Serek

Proszę o mile wspomnienia, imprezy, afery i wszystko to co się łączy ze studiowaniem. Jeżeli za Waszych czasów było cos czego teraz już nie ma podzielcie się z nami, ja z mila chęcią o tym poczytam.

Krzysiu
03-08-2001, 07:33
Marusia

"Moje czasy" się dopiero niedawno skończyły, więc nic się nie zmieniło, oprócz powszechniejszego dostępu i korzystania z narkotyków i piwa. Jak zaczynałam studia piło się głównie wódkę i czasem paliło trawkę (można takie rzeczy w internecie pisać ???) piwa był mniejszy wybór.
Trudno mi wybrać zdarzenie, które mi najbardziej utkwiło w pamięci. Dopóki nie poszłam do regularnej pracy, tylko dorabiałam korepetycjami to przyznam szczerze, że studia to była jedna nie kończąca się impreza czasem przerywana wykładami jak człowiek akurat miał na to czas, setki wypalonych papierosów w trakcie sesji, egzaminy po trzech piwach (no bo jak się czeka od 8 rano do 16 na wejście??)i tym podobne wybryki. Nic nowego w tej dziedzinie nie zostało wymyślone, po prostu student jak się wyrwie po raz pierwszy od rodziców, to szaleje jak dziki, zwłaszcza, jak był w domu krótko trzymany! Z opowiadań mojego ojca wynika, że za jego czasów też tak było. Jak przypomni mi się jakaś rewelacyjnie śmieszna anegdotka, to napiszę.

Krzysiu
03-08-2001, 07:34
Serek

Po mojej frekwencji na forum widać co się dzieje ze studentami w sesji. Mam trochę roboty, ostatni egzamin 5 lutego i wtedy na pewno będę regularnie odpowiadał na forum.
Z doświadczeń to przede wszystkim imprezy, jedno lub kilkudniowe (właśnie przez takie cos byłem na czarnej liście u kierowniczki akademika i nie dostałem tego co chciałem). W tej chwili tez nie pamiętam anegdot, ale myślę ze ich wymiana może być całkiem przyjemna.

Krzysiu
03-08-2001, 07:34
Marusia

No zobacz, nikt inny nic nie pamięta. Są takie wyjścia:
1. nie kończyli studiów
2. jeszcze nie skończyli
3. za dużo pili w trakcie studiów
4. było strasznie nudno i nie ma o czym pisać.

Krzysiu
03-08-2001, 07:35
Serek

Pewnie studia upłynęły im pod znakiem książek.

Krzysiu
03-08-2001, 07:36
Maja

Serek, Ty jesteś na bieżąco - i co, nic się nie dzieje? [ja mam już amnezję starczą]

Krzysiu
03-08-2001, 07:36
Krzysiu

Jak zaczynałem studia, Full Piastowski kosztował 25 zł, a Mieszczuch 23 zł (oczywiście w małych butelkach).
Pamiętam słynne wrocławskie lokale:
Darzbór, zwany też Monachium lub Pod Kasztanami - ul. Powstańców Śl. - już nie ma,
Karłowiczanka - spaliła się w 1987 lub 88 r.,
Akwarium - Pl. Bema - zlikwidowane 92 - 93,
nie pamiętam nazwy - na Pl. Kromera - też już nie ma.
Zacisze - koło Stadionu Olimpijskiego - podobno jeszcze działa.
To były zasłużone wrocławskie mordownie, w których pokolenia pijaków zostawiły swoje wątroby, pracowicie przelewając przez nerki cysterny piwa.
Dzisiaj knajp jest za dużo i za dobrych - gdybym chciał obejść Rynek i w każdej knajpie wypić choć jedno piwo - umarłbym w butach. A te niecałe 20 lat temu trzeba było przedreptać kilka kilometrów dziennie, żeby znaleźć browara.
Przepraszam, że tak rzewnie, ale się wzruszyłem ...

Krzysiu
03-08-2001, 07:37
Serek

Maja: dzieje się i działo trochę za dużo. W poprzednim roku mieszkałem w pokoju gdzie cyklicznie odbywały się imprezy i po każdej bywała u nas kierowniczka, bylem na czarnej liście i nie dostałem akademika. Pisałem 4 odwołania i dostałem tylko inny niż moja dziewczyna i teraz u niej waletuje a w moim pokoju mieszka kolega z Uniwerku. Dzieje się na tyle dużo, ze nie mam kasy na opłacenie akademika. Przykładem niech będzie sylwester - 3 dni, Wliczając wesele dzień wcześniej balowałem 4 dni.
Jeżeli chodzi o działalność na uczelni to na tym polu nie mam się czym popisać, ale musze napisać ze niestety, bo mam świadomość ze trące czas. Nic może się kiedyś nawrócę na dobra drogę.

Krzysiu
03-08-2001, 07:38
Marusia

Krzysztofie, nic mi te nazwy nie mówią, do licha, jaka ja młoda!! Cen też nie pamiętam.
Moją ulubioną mordownią z czasów studiów był "Chmiel" (obecny "Szwejk")- miał dwie zalety:
1. był czynny od 9.00 rano
2. było tam tanio

Krzysiu
03-08-2001, 07:39
Krzysiu

Do "Chmiela" też zachodziłem, ale rzadko, bo były tam problemy z miejscem. Nazwę "Chmiel" lokal uzyskał, jak pamiętam, w 1985 r., wcześniej chyba inaczej się nazywał, ale nie jestem pewien. Czynny był wówczas od 10.00.
Natomiast najczęściej i najchętniej bywałem niedaleko "Chmiela", w barze "Grodzki", była to rzadkiej klasy mordownia, miejsca wyłącznie stojące, czynny od 9.00 do 21.00. Jak się wyszło po 12 godzinach stania, wrażenia były niesamowite.
Z "Grodzkiego" najlepiej wspominam tzw. "konsumpcję", czyli obowiązkową przekąskę do piwa - były to plastry żółtego sera fantazyjnie posypane mieloną papryką, ze starości zwinięte w rurki. Za "konsumpcję" trzeba było zapłacić, ale nikt nie zamierzał jej z baru odbierać, tak że raz skrojone kawałki sera służyły wiele tygodni.

Krzysiu
03-08-2001, 07:39
Marusia

12 godzin na stojąco!! Czego to się dla piwa nie robi!
Ja miałam okazję raz być w takim "lokalu" w pięknym mieście Lubin, gdy po ciężkim, czterodniowym sylwestrze robiłam z kolegami zakupy w supersamie za resztkę pieniędzy (jak można się domyślić, na frykasy nas stać nie było) a obok właśnie taka buda stała. Weszliśmy - kolejka na 20 osób, grzecznie ustawiłam się w ogonku, ale panowie bywalcy jak zobaczyli kobietę (długowłosa niewinna blondyneczka) to przepuścili mnie i mogłam zamówić bez kolejki. Skutek był taki, że oczywiście koledzy jeszcze trzy razy mnie posyłali po piwo (na więcej razy już nie starczyło kasy). Smaku tego piwa nie pamiętam, pewnie było podłe, ale bardzo mi smakowało...

Krzysiu
03-08-2001, 07:40
Maja

zauważcie, że z największym sentymentem wspominane są mordownie!
mordownia to jest to, czego każdy potrzebuje od czasu do czasu...albo i częściej. Jest tu i niezbędna dawka adrenalinki (nigdy nie wiadomo, kiedy się dostanie po gębie) i swojskość aż do bólu. Żule są szarmanccy (he he), a piwo tanie (i kwaśne). Ja uwielbiałam knajpę w barakowozie, 5 metrów od granicy Wrocławia w kierunku Jelcza i tzw. "kawiarenkę" na Nowowiejskiej....

Krzysiu
03-08-2001, 07:41
Marusia

Żule naprawdę są szarmanccy, no, może nie zawsze...
A co do mordowni - jak tak człowiek po całym tygodniu obracania się w eleganckim, kulturalnym świecie pojawi się w knajpie, w której może położyć nogi na ławie i zagłębić się w atmosferce przesiąkniętej piwem i papierosami to doznaje oczyszczenia duchowego (po którym trzeba natychmiastowo oczyścić odzież, najlepiej w pralce z dużą ilością proszku do prania, całe ciało oraz włosy). Od czasu do czasu - wskazane.

Krzysiu
03-08-2001, 07:41
Serek

Tradycyjnie jako niedoświadczony młodzik nie miąłem okazji doświadczyć przebywania w mordowniach, ale wydaje mi się ze to z innego powodu. Kobiet się nie bije, wręcz jest się dla nich uprzejmym nawet po sporej dawce alkoholu. Jeżeli chodzi o relacji męsko męskie to wygląda to całkiem inaczej. Dlatego właśnie unikam takich miejsc. Z drugiej strony to może fakt, ze czesto korzystam z melin w akademiku, gdzie kupuje browar, po niezbyt wygórowanej cenie i uznaje to za całkiem normalne, podczas gdy inni mogą na to patrzeć z obrzydzeniem. No cóż ale takie jest życie w akademiku.

Krzysiu
03-08-2001, 07:42
Marusia

Nie miałeś okazji, bo teraz czasy są inne jeśli chodzi o knajpy. Jest pod dostatkiem "normalnych" (choć parę studenckich to tez niezłe meliny). Ja też zazwyczaj na piwo wybieram Piwnicę Stańczyka lub ....eee.... Piwnicę Stańczyka. Żartuję, jeszcze Koguta, Ragtime, różnie, zależy od nastroju no i zależy, z kim się umówię....

Krzysiu
03-08-2001, 07:42
Krzysiu

Nie wiem, skąd takie poczucie zagrożenia. Ja odwiedziłem setki mordowni w całej południowej Polsce i nigdzie nie miałem żadnych kłopotów (a trudno mnie posądzić o bycie długonogą niewinną blondynką). Wręcz przeciwnie, zadymy i awantury pamiętam głównie z tzw. najlepszych lokali (albo uważających się za najlepsze).
A propos - najgorszą knajpę w moim życiu widziałem w Nowogrodźcu (to takie zapyziałe miasteczko między Lwówkiem Śl. a Bolesławcem. Drugie miejsce na tej liście - bar w Wiązowie (wystrój - późny Bierut).

Krzysiu
03-08-2001, 07:43
Serek

Nie wiem może budzisz powszechny strach jak się zjawiasz w lokalu...
Nikogo nie zaczepiam, ale rożnie to w życiu bywa i wole dmuchać na zimne.

Krzysiu
03-08-2001, 07:44
Marusia

No właśnie Krzysztof, może to jednak kwestia wyglądu? Dwa metry wzrostu, spojrzenie spod byka, czerwony, wielki nos, łapy jak patelnie......?

Krzysiu
03-08-2001, 07:45
Krzysiu

I jeden ząb z przodu. Czemu tak skromnie z tym wzrostem?
PS. W barze "Kryształ" w Stroniu Śl. liderem był właśnie takiej postury drwal, który przychodził ze swoją ukochaną siekierą, podobnych wymiarów.

Krzysiu
03-08-2001, 07:45
Marusia

No dobra, to jak z tym Twoim wyglądem, przekierunkowujesz temat - nieudolnie....
My z Serkiem już ustaliliśmy w innym temacie, że oboje jesteśmy opalonymi, wysokimi ratownikami, hi hi

Krzysiu
03-08-2001, 07:46
Maja

Nie na temat, ale a`propos różnych typów - w spelunce w Miliczu poznałam kiedyś ciekawego zakapiora: mordobicie było jego hobby (przez moment też zawodem - boks), przesiadywał w pace od czasu do czasu, ale jakie piękne wiersze pisał i tak je dramatycznie recytował, odjazd!

Krzysiu
03-08-2001, 07:47
Serek

Też znam podobnego kolesia, który ma klatkę piersiowa tak "zapadniętą" ze można tam pięść schować, ręce chude, nogi jak patyki a piachy jak bochenki chleba i lal wszystkich na około (mnie się udało nie dostać). Zazwyczaj wystarczały dwa trzy uderzenia i koniec. Niestety, dla niego, trafił raz na takiego co wytrzymał dwa uderzenie a później strącił jedynkę. Dlatego ja unikam bezpośrednich środków perswazji.

Krzysiu
03-08-2001, 07:48
Krzysiu

W Świdnicy jest taki poeta, który swego czasu bywał w "Antałku" (kategoria - mordownia, już nie istnieje :( niestety) - czytał żulom swe wiersze. Żeby się odpieprzył, trzeba było postawić mu piwo. Wierszami nie będę was katował, bo może sprzęt nie wytrzymać.

Krzysiu
03-08-2001, 07:48
Krzysiu

Zapomniałem napisać, że nie jestem wysokim, opalonym ratownikiem.

Krzysiu
03-08-2001, 07:49
Radegast

Ja najbardziej ze studiów pamiętam imprezki w zeszłym roku w T-16 pok. 121 i 124
:)))

Krzysiu
03-08-2001, 07:49
Radegast

A obecnie w pok. 520 ale niestety to tylko dla wtajemniczonych :)

Krzysiu
03-08-2001, 07:50
Serek

Cos słyszałem o imprezach w tych pokojach. Cos mi się zdaje ze finał nie był zbyt ciekawy, ale to pewnie tylko plotki...
W końcu wiadomości na Wittigowie się szybko roznoszą.

Krzysiu
03-08-2001, 07:51
Marusia

No to tych "wtajemniczonych" zrobiło się już więcej...

Krzysiu
03-08-2001, 07:52
Krzysiu

Ostatnio wiele się we Wrocławiu zmieniło. więc wyjaśniam - bar "Grodzki" mieścił się w miejscu, gdzie obecnie jest kawiarnia "Artzat" (swoja drogą to jakieś zboczenie nadawać knajpom takie nazwy), a restauracja "Grodzka" to "Los Locos".
To już tyle lat ... :(

Krzysiu
03-08-2001, 07:52
Krzysiu

Zapomniałem jeszcze dodać, że na Ruskiej była restauracja rybna "Kambuz". Dawali tam pyszną rybkę z frytami po bardzo przystępnej cenie. Do tego "Full" piastowski.
Na początku było ciężko - po dwa piwa do obiadu (zarządzenia wiceprezesa WSS "Społem" do spraw gastronomicznych - dalej nie będę cytował, debilizm to był rzadkiej klasy). Jak już się tam trochę zadomowiliśmy, kelnerka meldowała nam, gdy piwo się kończyło, i mogliśmy wziąć jeszcze skrzynkę pod stół.

Krzysiu
03-08-2001, 07:53
Maja

łeee, o 17:30 w niedzielę w pracy w ogóle nie pamiętam, że byłam na studiach.....
RATUNKU!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Krzysiu
03-08-2001, 07:54
Radegast

Maju ci tu dużo gadać...
Poczujesz się jak za dawnych lat gdy dojdzie do jakiegoś spotkania pub.netu :)

Krzysiu
03-08-2001, 07:55
Marusia

Dziewczyno, co Ty w pracy w niedziele robisz, zamiast tak jak inni porządni ludzie (czyli ja) pić piwo w górskim klimacie Karkonoszy?

Krzysiu
03-08-2001, 07:55
Maja

no właśnie, co ja tam robiłam....
sama nie wiem... pracowałam chyba i słuchałam sobie muzyki z Gladiatora, co mi pozwoliło przeżyć....
spotkanko pub.netowe jest Ok, tylko mam wrażenie, że na kręglach nie sprawdzimy swoich chmielowych możliwości... strasznie do tego Atomica daleko! proponuję rajd po knajpach - w końcu to pub.net, kolego GS –
i sprawdzimy, kto ile wytrzyma - będziemy pobijać rekordy liczbowe knajp odwiedzonych jednego wieczora - CO WY NA TO? obiecuję, że jak przekroczymy magiczną liczbę 30, będę tańczyć na stole!!!!!

Krzysiu
03-08-2001, 07:56
Marusia

Ja się zgadzam, ale trzydzieści? I co, w każdym po piwku?
To może zacznijmy najpierw szukać sponsora i zamówmy autobus co by nas, z pewnością uwalonych w trupa, porozwoził do domów i wyrzucił na wycieraczki pod drzwiami.
Swoją drogą mogłoby być ciekawie, bo Serek proponował striptiz... To już w razie czego dwie atrakcje wieczoru są!:)

Krzysiu
03-08-2001, 07:59
Maja

no właśnie, ale żeby Wam nie było za dobrze, też musicie przygotować jakieś atrakcje!!
czekam na propozycje!
[holender, coraz bardziej zaczyna mi się to podobać!
Serek, w której knajpie robisz striptiz?
żeby zaspokoić wymagania Marusi musisz się wysmarować samoopalaczem, hihi...

Krzysiu
03-08-2001, 08:00
Radegast

Jest jeszcze jedna atrakcja, przecież Maja tańczy na stole :)

Krzysiu
03-08-2001, 08:00
Marusia

No to jest właśnie ta DRUGA atrakcja!!

Krzysiu
03-08-2001, 08:01
Maja

proszę o uważne śledzenie korespondencji!
przecież sama się zadeklarowałam, że będę tańczyć! ale czekam na jakieś atrakcje z Waszej strony!!!! NO?!

Krzysiu
03-08-2001, 08:02
Marusia

Na razie jest damsko - męski remis, bo Serek zaproponował striptiz... Aż strach pomyśleć, czym można by go przebić???
Zresztą nie wiadomo, może będziemy go błagali, żeby się nie rozbierał???? W końcu nie każdy widok jest przyjemny!!

Krzysiu
03-08-2001, 08:03
Radegast

Ojej ale gafa.
A więc ja też przygotuję jakąś atrakcję :)

Krzysiu
03-08-2001, 08:04
Pinokio

a jeżeli Serek to zgarbiały karzeł podobny do pomocnika Frankensteina ?
wołałbym jednak nie oglądać jego striptizu

Krzysiu
03-08-2001, 08:05
Marusia

Pinokio, właśnie o to mi chodziło...
Dlatego nie proponuję swojego striptizu, he he he. ;)

Krzysiu
03-08-2001, 08:05
Serek

Myślałem, że chociaż Wy mnie obejrzycie w negliżu, ale skoro nie lubicie garbatych karłów... SZKODA

Krzysiu
03-08-2001, 08:07
Jano

Cześć
Ja lubię małych ludzi.
W miasteczku w którym przyszło mi spędzić dzieciństwo mieszkał taki jeden, który zajmował się wypychaniem ptaków. Chodził po lasach i zbierał co mu z nieba spadło...
Nazywał się WCIÓRKA i był /podobno/ najprawdziwszym Żydem.
A /mojego/ ostatniego małego człowieka spotkałem na Ostrowie Tumskim.
Był szewcem. Fajnie się nam gadało , ale przyszła jego ,,stara’’ i zabrała Go.
A już maiłem poznać tajniki "zelowania".
A propos: czy ktoś pił koszerne piwo?

Krzysiu
03-08-2001, 08:08
Krzysiu

W latach 92 - 95 panowała moda na różne koszerne rzeczy, m.in. piwo. Każdy "szanujący" się browar produkował koszerne, np. Mieszczański, Chojnów. Ja osobiście spożywałem koszerne z conajmniej kilkunastu polskich browarów. Szczerze mówiąc, niczym nie różniło się od normalnego.

Krzysiu
03-08-2001, 08:08
Marusia

Koszerność objawia się tym, że w procesie technologicznym nie uczestniczą "nieczyste" kobiety (czyli w początkowej fazie cyklu) i na czym jeszcze?

Krzysiu
03-08-2001, 08:10
Serek

Co za pierdoły z tym koszernym. Nie będę rozwijał tematu, bo jeszcze zostanę posadzony o antysemityzm. Patrząc na ostatnie incydenty to jestem coraz bliższy.

Krzysiu
03-08-2001, 08:10
Maja

JANO, znajdź tego szewca, żebyśmy mieli jakieś antidotum na roznegliżowanego Serka!!!
[kurczę, Marusia, no widzisz - ciężko się jednak pracuje, jak sobie czasem człek na forum nie zerknie...; nie mam takiego niezłomnego charakterku jak Serek]

Krzysiu
03-08-2001, 08:11
Serek

Mój niezłomny charakter daje o sobie znać tylko przy oficjalnych postanowieniach. Ogólnie jestem miętki.

Krzysiu
03-08-2001, 08:12
Marusia

To co, będziesz Serku we wtorek? Umówimy się na czwórkę i podstępnie zapoznamy się już w tramwaju; w końcu to kawałek drogi, zanim dotrzemy do Pomyłki powinniśmy już się zdrowo zaprzyjaźnić. Może po drodze nawet zahaczymy o spożywczy :))) Ty, oczywiście, po jakiś soczek.....

Krzysiu
03-08-2001, 08:13
Jano

Faktycznie, temat koszerności jest dość trudny... Jednakże prawidłowość wykonywania pewnych czynności , rzeczy i ceremonii czyż ot nie rytuał picia piwa? Maju<< szewcy jak to szewcy. Przylatują i odlatują.... Zobaczę , może jednak któryś zimował.

Krzysiu
03-08-2001, 08:14
Krzysiu

A propos rytuału - widziałem swego czasu w "Akwarium" na pl. Bema, jak goście zanieczyścili lokal, i barman zmywał to lejąc wodą ze szlaucha po stołach, kuflach, gościach i wszystkim innym, co się znajdowało w lokalu. Ale to był taki lokalny koloryt.

Krzysiu
03-08-2001, 08:15
Krzysiu

Mam takie zdjęcie, jak na parapecie okienka w kiblu pokoju hotelowego w Złotoryi stoi 9 butelek wrocławskiego Fulla. Zdjęcie nosi tytuł "9 ostatnich piw w Złotoryi".
Będąc na praktyce w 1984 r. dotarliśmy pewnego dnia do Złotoryi. Po zakwaterowaniu udaliśmy się na miasto, żeby kupić browar. Niestety, z powodu przejściowych trudności w zaopatrzeniu w piwo, udało nam się zakupić w jednym jakimś zapyziałym sklepie ostatnie 9 piw, czym pozbawiliśmy mieszkańców piwa na przeciąg kilku dni. Następna dostawa miała być w następnym tygodniu (piwo przywożono wg rozdzielnika raz w tygodniu).

Krzysiu
03-08-2001, 08:16
Marusia

No tak, młodzież teraz zdecydowanie jest pozbawiona tego typu rozrywek..... Tylko współczuć...

Krzysiu
03-08-2001, 08:18
I wiadomość z ostatniej chwili - NIE MOGĘ ZNALEŹĆ TEGO ZDJĘCIA !!! A chciałem je zamieścić w galerii ... :(

Maja
03-08-2001, 09:55
Krzychu, co Ty tu odgrzebujesz jakieś stare kotlety??!!!:eek:
walcz z Marusią na posty nieco bardziej fair!!

[ale tańczyłam na stole, ni ;)??
trochę później, ale jednak,,,,,, a striptizu jak nie było, tak nie ma,,,, :(]

Marusia
03-08-2001, 11:49
No własnie!!!
Nieuczciwa konkurencja!!!

Ale miło było to poczytać:)

Krzysiu
03-08-2001, 13:17
Możecie mi odliczyć in minus te posty, ale nadal twierdzę, że temat godny jest kontynuacji.

A tak a propos liczebności postów, to one na początku liczone były tak raczej orientacyjnie ;D

Marusia
03-08-2001, 14:46
No a ja przed weekendem chcę dobić do 1300....

Marusia
03-08-2001, 14:47
....i dobiłam:D

PA!!!

Czeka czeskie piwko, nie mogę się spóźnić;)

pieczarek
03-08-2001, 15:49
Widzę, że sprawy tego co pamiętamy ze studiów powoli się rozmywają. Więc zaczynam swoje wspomnienia.
Sylwester 1980/1981, Poznań, klub Pod Bankiem. Na parę miały przypadać 2 szampany i kilka piw. Przyłapałem organizatorów na małym oszustwie, które powodowało, że na parę przypadała 1 butelka szampana i 2 piwa. Wskutek tego stałem się posiadaczem 2 kartonów szampana i strasznej ilości piwa. Jest to mieszanka ścinająca z nóg. Dużo więcej nie pamiętam. Ale mi przypomniano po półtora roku.
Dostałem wezwanie od SB. Na miłą i nieoficjalną rozmowę. Pytają mnie dlaczego w tę sylwestrową noc pod konsulatem USA wykrzykiwałem "hasła zawierające treści godzące w ustrój PRL i przyjaźń z ZSRR". Potem spytano mnie jaki jest mój stosunek do stanu wojennego. Wtedy mi się wypsnęło, że mam stosunek "seksualny". Wówczas wszyscy wiedzieli, co to oznacza.
I tak w ten sposób miałem 3 letni szlaban na wyjazdy zagraniczne.
Młodzieży, uważajcie na mieszankę piwa z szampanem!!!

grzech
06-08-2001, 17:11
Za późno. Czciliśmy w ten sposób ostatnie urodziny.:eek:

Krzysiu
06-08-2001, 18:32
Ja z SB miałem bliskie spotkania trzeciego stopnia na drugim roku studiów. Na inauguracji roku akademickiego 1894-95 wygłaszałem przemówienie jako przedstawiciel samorządu studenckiego. Dla nich było to duże zaskoczenie, bo wtedy jeszcze mnie nie znali. Po tej inauguracji chodzili za mną tydzień, nawet się nie kryli.
W 1985 dwukrotnie byłem wybrany jako wiceprzewodniczący samorządu na uniwerku. Też za mną łazili, ale już jakoś bez przekonania. A potem władza ludowa wprowadziła nową, bardziej "demokratyczną" ustawę o szkolnictwie wyższym i zabawa w samorząd się skończyła.
W sumie do dzisiaj nie wiem, co wynikło z tego ich łażenia. Na pewno nadwyrężyli bilans płatniczy państwa - było ich conajmniej trzech chłopów, każdy na etacie.

Krzysiu
24-06-2002, 08:46
Ostatnio byłem parę dni w Zakopanem, i przypomniałem sobie swój pobyt na praktyce z geologii regionalnej w 1986 r. - w całym mieście nie było kropli piwa !!! Nie było też kropli wódki ani wina, i musiałem kupić z kolegą na spółkę butelkę spirytusu, tzw. "juniora" (dlatego, że miał tylko 70%).
Ale wyleczyłem sobie tym spirytusem zwichnięcie stawu skokowego :)

pjenknik
24-06-2002, 08:59
No to kolega dawno studiował. 1894 -95 pogratulować Prezesowi wieku! I pamięci!
Ja ze studiów zapamiętałem rejs statkiem wycieczkowym po Odrze w trakcie którego tańczyłem na rurze. Wcześniej piliśmy Piasta w ilościach nieograniczonych.

Simon
24-06-2002, 09:43
Pamiętam... 1984 rok. Zima. Jedziemy do domku letniego w Gołubiu. Szwajcaria Kaszubska. Wódki raptem 7, 8 butelek. Cholera... na 3 dni, na 6 osób to stanowczo za mało. Pozostawała jeszcze regionalna piwiarnia pt. "Bar Uniwersalny". Ale pojedzie z nami zaprzyjaźniony chemik - już wtedy z doktoratem. "Chłopaki, kupcie spirytus salicylowy, a ja go odpowiednio przygotuję ! "
Kupiliśmy... koło 150 buteleczek, zawieźliśmy do chemika.
"O k... - rzucił chemik - Mieliście kupić apteczny... nie kosmetyczny ! "
Ale jednak coś z tym porobił...
Już na miejscu salicylowódeczkę wymieszaliśmy z miodem i śniegiem. A potem stopniowo odlatywaliśmy.
Rano leczyliśmy się w "Uniwersalu" kuflowym gdańszczakiem z aluminiowej 100 litrowej beczki...

Kemp
24-06-2002, 14:22
Gdy zaczynałem studia, piwo było już ogólnie dostępne, w każdym akademiku był klub. Na wiosnę i wczesną jesienią szło się nad jezioro Kortowskie lub do parku ze skrzyneczką i było wesoło. Imprezy kończyło się w akademiku, często trzeba było wchodzić przez okno bo portierki skutecznie blokowały dostęp do schodów.
Najweselej było po obronach mgr, dużo ludzi pracowało już w browarach i przywozili ze sobą różnorakie piweczka.
W ramach poznawania zakładów przemysłu spożywczego jeździliśmy na wycieczki po całej Polsce i bez względu na profil fabryki (mleczarnia czy zakłady mięsne ) zwiedzanie zawsze kończyło się tak samo:stout:
W kortowiady (juwenalia) to wiadomo:stout: ,przed sesją i po to samo.
Teraz zrobiło się na uczelni jakoś tak smutniej. W każdym pokoju w akademiku jest internet i przez to ludziska izolują się od innych.

jacek
24-06-2002, 18:17
Ja pamiętam smaki - jakby lepsze - a może to zasługa wieku i atmosferki??

Krzysiu
26-06-2002, 08:48
Jezioro Kortowskie u mnie również zapisało się złotymi zgłoskami. Byłem tam w 1985 r. dwa tygodnie na szkoleniu samorządowców studenckich :)
W Olsztynie był problem z piwem, więc jeździłem pociągiem po piwo do Biskupca i Szczytna, przy okazji eksplorując tamtejsze browary. Odwiedziłem też browar w Kętrzynie i rozlewnię w Węgorzewie. W sumie nawiozłem kupę etykiet, właściwie pierwsze poważne ilości w mojej kolekcji.
Na szkoleniu nabawiłem się natomiast pewnych problemów, bo przyjechał jakiś cwaniaczek z ministerstwa i pytał, co trzeba zrobić, żeby było lepiej. Udzieliłem jedynie słusznej odpowiedzi - zmienić ustrój. Z czasem okazało się, że miałem rację, ale i tak musiałem się tłumaczyć u dziekana, bo urzędnik od razu na mnie naskarżył. Na szczęście dziekan podzielał mój punkt widzenia :)

pezet
27-06-2007, 12:12
Ale temat odkopałem :cool:
5 lat kurzył się w archiwum :D

Może zacytuję pytanie Czy pamiętacie jeszcze coś ze studiów?

Studia 1995 - 2000 (geologia, UAM).
Takich przeżyć jak "starszyzna" nie miałem ale nie powiem, że było nudno i spokojnie.
Demokracja i wolny rynek pełną parą więc dostęp do alkoholu i innych uprzyjemniaczy (miękkich i twardszych) był praktycznie nieograniczony.
Najwięcej spożywaliśmy na ciągnących się tygodniami praktykach w terenie. Po całym dniu walenia młotkiem w rozgrzanych do białości kamieniołomach lub po 8 godzinach znienawidzonego kartowania w strugach deszczu (trzy pieprz... tygodnie w Górach Kaczawskich) uwalaliśmy się praktycznie do nieprzytomności. Hektolitry piwa i taniego wina, rzadko wódeczka (za droga była) i kilogramy tra... ups :p przywracały nam chęć do życia i dawały nadzieję na dzień następny.
~40 osób (tyle liczył sobie pi x drzwi nasz rok), dziewczęta i chłopaki, profesorowie i ich doktorska i doktorancka obstawa wszyscy balowaliśmy, często do białego rana, a przecież byliśmy zmęczeni po robocie w terenie ;)
Było wesoło! Zawsze rano skacowani i zmordowani mówiliśmy sobie, że to był ostatni raz i dziś koniec, trzeba się wyspać. Oczywiście nigdy tych postanowień nie wdrożyliśmy w życie :D Teraz się zastanawiamy ile młody człowiek może znieść.
Jeśli chodzi o jakieś szczególne zdarzenie to może opiszę jedno (oczywiście była ich cała masa), strasznie głupie i zwariowane.
To były praktyki na miejscu z wiertnictwa w 1998. Zakwaterowali nas w DS Hanka w Poznaniu (kiedyś to był szpital/ośrodek dla psychicznie chorych). To był kameralna imprezka, 2 moich kolegów i ja oraz piwa i tanie wina. Po spożyciu sporej ilości udaliśmy się z butelkami w dłoniach i śpiewem na ustach do łazienki zażyć kąpieli. Tak się złożyło, że były tam 3 kabiny ale tylko 2 wolne. Zamiast spokojnie się wykąpać rozpoczęliśmy działania wojenne lejąc się zimną wodą - oczywiście byliśmy ubrani. Laliśmy jakkolwiek i gdzie popadnie byle przeciwnik był mokry. Często woda przelewała się do kabiny, która była przez kogoś zajęta. Myśleliśmy, że po prostu jest nieczynna. Kąpała się tam jakaś młoda kobieta (w tym akademiku mieszkały też rodziny z dziećmi). Wystraszyliśmy ją naszym zachowaniem tak bardzo, że biedulka bała się wyjść i marzła tam przez kilkanaście minut trwania działań wojennych. Ot taka głupota!

snorre
27-06-2007, 23:03
Moje wspomnienia są przeraźliwie nudne.
Anglistyka, UAM, 1989-1994. Imprezy? Było ich kilka - potwornie drętwe i nudne, jak to u anglistów z UAM:) Towarzystwo zblazowane, z kolegą próbowaliśmy rozruszać atmosferę - traktowano nas jak nieszkodliwych wariatów.
Alkohol - nic! Jak gdzieś napisałem, alkohol ruszyłem dopiero tak po 30. Więc nie ma o czym pisać.
Pamiętam nerwowe zajęcia, wyjątkowo nieprzyjemnych prowadzących, nieprzygotowanych native speakerów, stresujące sesje - jak to anglistyka na UAM;)
Prawdziwe życie zaczęło się... po studiach!!!:kwiatek:

e-prezes
27-06-2007, 23:04
Jedyne co pamiętam to kolejny zawód miłosny :):p

ART
27-06-2007, 23:08
mam nadzieję że w październiku jeszcze będę coś pamiętał ;)

kot_z_cheshire
28-06-2007, 08:35
Moje wspomnienie...do śmierci będę pamiętała. Pewna definicja:

"........ to: minimalny segment temporalnej organizacji czasowego kontinuum, którego granice są wyznaczone przez wyraźne zmiany w sile dystrybucji artykulacji."

Pojedyńcze słowa rozumiem, sensu nijak nie łapię....:stout:

pezet
28-06-2007, 10:02
Moje wspomnienie...do śmierci będę pamiętała. Pewna definicja:

"........ to: minimalny segment temporalnej organizacji czasowego kontinuum, którego granice są wyznaczone przez wyraźne zmiany w sile dystrybucji artykulacji."

Pojedyńcze słowa rozumiem, sensu nijak nie łapię....:stout:

To definicja LSD :cool: :D

e-prezes
28-06-2007, 10:11
chyba po LSD ;)

kot_z_cheshire
28-06-2007, 10:13
Dobra....przyznam....To definicja sylaby..Tej zwykłej, codziennie wielokrotnie używanej sylaby:D

Wiktoria
28-06-2007, 13:33
Zrobiłam porównanie imprezowo-alkoholowe szkół, o które zahaczyłam:
1. NKJO, Chorzów-Katowice: piliśmy zazwyczaj u koleżanki, która wynajmowała stancję niedaleko szkoły. Imprezy chyba coś raz w tygodniu. Głównie wódka i kawior. Pełne butelki można było zazwyczaj wyciągnąć zza łóżka.
2. Wieczorowe uzupełniające, Wrocław: Wszystkim po zajęciach się spieszyło do domów. W ciągu 2 lat chyba raz udało się nam pójść całą grupą do knajpy. Zostały zamówione 3 piwa (jedno małe dla kolegi, 2 duże dla mnie i koleżanki). Reszta to herbaty i soki.
3. Dzienne, jeden z kierunków tzw. terenowych, Wrocław: każda chwila w knajpie - przed zajęciami, po i pomiędzy. W knajpach głównie piwo. Na praktykach i wycieczkach wszystko, co było w finansowym zasięgu.
Dziwne to, jak ludzie na różnych kierunkach (w tym samym czasie) mogą się różnić.

zythum
28-06-2007, 13:44
Co ja mogę napisać. Tego co pamiętam ze studiów nie mogę napisać bo jednak to forum czytają nieletni, a tego co nie pamiętam to chyba tez lepiej nie pisać:D

ps. a to się działo w Stacji Terenowej Pilchy to hmm mam nadzieję, że PiS nie ma tego w teczkach:cool:

kot_z_cheshire
28-06-2007, 13:45
Studenckie imprezy ze swoim rokiem przeżyłam 2:
1. stado kobiet patrzących łakomie na jedną, jedyną flaszeczkę wina....I zamiast pseudointelektualnych, głębokich niczym sadzawka rozmów... (kołatała przynajmniej mnie) po głowie jedna myśl: matko...co za idiotyzm!
2. postanowiłyśmy się spotkać z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Miały być jakieś sałatki i (to nauczka z poprzedniej imprezy): wino..tak w ilości 2-3 lampki na główkę. Impreza miała być w domu koleżanki, która się zaoferowała, że nas pod dach przyjmie. Otóż koleżanka......skonfiskowała nam wino przed wejściem do domu tłumącząc tonem nieznoszącym sprzeciwu, że jest harcerką i wyznawane zasady nie pozwalają jej na picie alkoholu pod własnym dachem. Nadmienię tylko, że flaszki wina nie były dla niej zaskoczeniem: wiedziała o nich od poczatku planowania imprezy:) Ot, tak się o nas troszczyła, abyśmy nie piły...Impreza zakończyła się właściwie po złożeniu sobie życzeń...Nie dlatego, że nie było alkoholu, ale dlatego, że jakoś tak atmosfera siadła....

Kolejnych imprez już nie miałam ze swoim rokiem. Wciągnęło mnie życie akademikowe:D

pezet
28-06-2007, 13:50
(...)
Dziwne to, jak ludzie na różnych kierunkach (w tym samym czasie) mogą się różnić.
Najbardziej było to widać w akademikach.
Jak ja bywałem (imprezowałem) w akademikach poznańskich (gł. Jagienka i Zbyszko) to bawili się studenci z: geologii :cool:, historii sztuki, historii, archeologii, etnologii i chyba koniec. Oczywiście bywały również na imprezach pojedyncze egzemplarze z innych kierunków ale te wyjątki jakby potwierdzały regułę :D
Największe "drewno" jakie spotkałem to studenci AE w Poznaniu. Miałem kilku znajomych freeków na AE i bywałem na ich imprezach.
O rany! Panny ubrane elegancko - tak na biurowo, kolesie w koszulach i marynarkach, soczki, herbaty, tematy uczelniane i koniec imprezy przed 24 :impreza:

kot_z_cheshire
28-06-2007, 13:53
Najbardziej było to widać w akademikach.
Jak ja bywałem (imprezowałem) w akademikach poznańskich (gł. Jagienka i Zbyszko):

A nie zastanowiło Cię, dlaczego jakoś mało geologii było w Babilonie?:D Bo kierowniczka robiła odsiew: geologia i archeologia nie miały prawa bytu za bardzo w tym akademiku:D

Wiktoria
28-06-2007, 14:00
Jak to dobrze, że we Wrocławiu archeologia nie była dyskryminowana. I tak na pierwszym roku wyszło na to, że 190 km to za blisko, żeby dostać miejsce w akademiku ;) .

Tomek-Pasieka
28-06-2007, 14:42
hmmm a ja pamiętam ze dwa objazdy naukowe koła historyków bydgoskiej WSP. Jakiś 1997-88 rok.
1. zima w Warszawie. jakieś -20 stopni. autobus autosan. kierowca nieopatrznie włączył Kalasznikowa Bregovica. Oj cośmy się natańczyli na tyle autobusu... Na następnym objeździe, gdy zobaczył nasze gęby, muzyki już nie włączył. Ten sam objazd - tradycyjna gra w karty i zapełniajacy się (jakoś dziwnie szybko) kosz. Piłem wtedy warke strong (ja nie wiem jak można pić koncernowe siki). Generalnie bez ekscesów z naszej strony, w przeciwieństwie do nocujących w pokojach obok licealistów, którzy zarzygali kible. Oczywiście było na nas
2. Jakoś wiosna, okolice Warszawy. Nocowaliśmy w Niepokalanowie. No pech chciał, że w pokoju obok nocowali zakonnicy, którzy przyjechali na rekolekcje. Oj nie mogli się skupić... Gra w karty (makao) i sławetny cytat (po tym jak zebrałem pół talii) "zaraz komuś dopier...le".
Druga banalna historyjka z tego objazdu to tradycyjne przestawianie tabliczek "Kierunek zwiedzania" i puszczanie ludzi pod prąd na wąskich korytarzykach pałacyku w Oblęgorku. Ot banał (i pomyśleć, że skończyłem w muzeum). Eh... generalnie spokojnie było. No może za wyjątkiem kolegi, który w uczelnianej gazecie napisał traktat o bycie ostatecznym. Zaczynał się jakoś tak "Podstawą bytu ostatecznego człowieka jest worek ziemniaków. Cała reszta to ch.." Oj była afera, była...

Tomek-Pasieka
28-06-2007, 14:45
a! i pamiętam jeszcze sławne ćwiczenia z doktorem Z. Historia powszechna średniowiecza. 12 tygodni maglowania tego samego źródła, które zaczynało się od słów "Wielokrotnie dochodziły nas słuchy, iż możny z Temu Tracji..." i teksty doktora rozkładającego się na ławce "Pani kochana! jakiego cesarza? Chińskiego" oj czepiał się gość słów czepiał. Lepiej było powiedzieć mniej niż więcej.

Latarnik
28-06-2007, 15:43
1986-Lodz-Lumumbowo-Medyk-Okno na ostatnim pietrze-Kolumna estradowa na parapecie podlaczona do sprzetu Hi-Fi-Srodek nocy i totalna cisza na osiedlu-Motyw przewodni z "Greka Zorby" na full!!!

Gdy utwor dobiegl konca gdzies z oddali dobiegl glos: "Jeeeeszcze raaaaz" :D

iron
28-06-2007, 17:41
Co ja mogę napisać. Tego co pamiętam ze studiów nie mogę napisać bo jednak to forum czytają nieletni, a tego co nie pamiętam to chyba tez lepiej nie pisać:D

ps. a to się działo w Stacji Terenowej Pilchy to hmm mam nadzieję, że PiS nie ma tego w teczkach:cool:

Oj tak Pilchy na pewno miały palmę pierwszeństwa we swawolach wszelakich, ale nieśmiało wspomnę jescze Urwitałt (zwłaszcza zimą - eskapady po lodzie do Mikołajek po piwo w 30 stopniowym mrozie, oraz zaciszny mikołajkowy Kufelek), Rybitwę, klombik, przedsionek sali Śląskiej, Szkołę Główną, stary Zakład Hydrobiologii (na Krakowskim), Rhisome (wtorek akcja worek:D ) i jeszcze parę innych miejsc...
I sylwestry obchodzone co tydzień...

No cóż - była robota i balanga trwała jeszcze (a mec mbato, mapanth mi) To byli czasy...:)

Moiże jeszcze kiedyś uchylimy rąbka tajemnicy (znaczy jak sobie przypomnimy...)

bayern71
28-06-2007, 19:21
A ja mam takie ogólne spostrzeżenie, że w czasie studiów pijało się od poniedziałku do piątku. A obecnie raczej od piątku do niedzieli. Choć bywały (ją) wyjątki.

pieczarek
28-06-2007, 19:36
Na przełomie lat 70 i 80-tych pijało się od wtorku do niedzieli. W poniedziałek w zasadzie nikt niczego nie pił, wszyscy odchorowywali niedzielę. Maszyna ruszała powoli we wtorek, rozpędzała się, a od piątkowego wieczoru była już na najwyższym gazie.
Wiem to ze źródeł tak pewnych, że pewniejszych być nie może. W moim pokoju w akademiku jeden z kolegów prowadził metę, która obsługiwała miasteczko akademickie na poznańskich Winogradach.

banaszek
28-06-2007, 19:57
A ja po prostu pamiętam, że mieliśmy z kolegami plecaki ze stelażem (kto pamięta jak to wygląda) i nosiliśmy po 100 butelek w każdym plecaku do pobliskiego sklepu (na wymianę - dawne Królewskie warzone na Grzybowskiej). Piwo było obrzydliwe ale nie śmiałem odmawiać koledze, Warszawiakowi z dziada pradziada, który o czymś takim jak Gdańskie nie chciał słyszeć.

A z innych spraw - pamiętam: CUSZ, Cyfrowy Układ Standaryzacji Zakłóceń, Shannona - Kotielnikowa, cepstrum, gościa od analizy, który jarał jak smok (wtedy nie paliłem), filtr Kalmana i mój konik: niejawne modele Markowa. Nie mówiąc o budowie toru głosowego człowieka i fonemach. Pomiędzy tymi pojęciami mieszczą się chwile poznawania smaku Królewskiego i preparatów zakazanych obecnie przez prawo.

zythum
28-06-2007, 20:55
Oj tak Pilchy na pewno miały palmę pierwszeństwa we swawolach wszelakich, ale nieśmiało wspomnę jescze Urwitałt (zwłaszcza zimą - eskapady po lodzie do Mikołajek po piwo w 30 stopniowym mrozie, oraz zaciszny mikołajkowy Kufelek), Rybitwę, klombik, przedsionek sali Śląskiej, Szkołę Główną, stary Zakład Hydrobiologii (na Krakowskim), Rhisome (wtorek akcja worek:D ) i jeszcze parę innych miejsc...
I sylwestry obchodzone co tydzień...

No cóż - była robota i balanga trwała jeszcze (a mec mbato, mapanth mi) To byli czasy...:)

Moiże jeszcze kiedyś uchylimy rąbka tajemnicy (znaczy jak sobie przypomnimy...)

Ochrona Uniwerku - co Wy tu robicie (kompletna impreza na kilkanaście osób, tanie wina, full zabawa pod...dziekanatem przy Sali Śląskiej), mamy zezwolenie dziekana Bogusia i te rozwarte gęby tych pałkarzy- bezcenne:D
Albo totalne dedowanie prze fizjologią roślin pod salą a potem próby trafienia skalpelem w nasionko coby je przeciąć:kwiatek:

iron
28-06-2007, 20:55
A jeśli chodzi o fachową wiedzę wyniesioną ze studiów, to zupełnie inna historia, którą Wam opowiem, jak zjem zupę:D
Molim Was wszystkich krucha.

Z ostatniej chwili: Jak podają, Ateny mają być wkrótce satelitarne.

P.S. To pisałem ja - żelazny karzeł imieniem Wasyl:)

zythum
28-06-2007, 20:58
Po tradycyjnym piwie w trakcie chemii organicznej złapał mnie prąd i nei mogłem się od niego odczepić, reszty grupy otumanionej alkoholem to nie wzruszało, nadal przeprowadzali swoje ponure i podejrzane eksperymenty:impreza:

iron
28-06-2007, 20:59
Ochrona Uniwerku - co Wy tu robicie (kompletna impreza na kilkanaście osób, tanie wina, full zabawa pod...dziekanatem przy Sali Śląskiej), mamy zezwolenie dziekana Bogusia i te rozwarte gęby tych pałkarzy- bezcenne:D
Albo totalne dedowanie prze fizjologią roślin pod salą a potem próby trafienia skalpelem w nasionko coby je przeciąć:kwiatek:

No jeszcze raz mieli okrągłe oczy - zagaili " złapaliśmy was", na co padła odpowiedź: " a czy my uciekaliśmy?":)
No i Dziekan"Zlewak" który przepraszał nas, że Jego żona wygoniła nas ze Szkoły Głównej za pijaństwo słowami: "Chłopaki ja to nie mam nic przeciwko, ale zrozumcie mnie - to moja żona":D

banaszek
28-06-2007, 21:10
A jeśli chodzi o fachową wiedzę wyniesioną ze studiów, to zupełnie inna historia, którą Wam opowiem, jak zjem zupę:D
Molim Was wszystkich krucha.

Z ostatniej chwili: Jak podają, Ateny mają być wkrótce satelitarne.

P.S. To pisałem ja - żelazny karzeł imieniem Wasyl:)

NTDO! Stawiasz piwo Jerzemu ;)
Moje ulubione - "refleksja na dziś". Dokąd lecisz słoju? Do Grecji! A dlaczego do Grecji? Bo mam problemy lokalowe a słyszałem, że tam mają saloniki!

KIT, Krótki Informator Techniczny - Wczoraj w Terespolu wynaleziono kaszankę w aerozolu. Ale to przed moimi studiami. Wynaleziono urządzenie, które może służyć za siedzenie. Wynalazca siedzi. To chyba na osobny wątek, no nie? ;)

snorre
28-06-2007, 21:44
Największe "drewno" jakie spotkałem to studenci AE w Poznaniu. Miałem kilku znajomych freeków na AE i bywałem na ich imprezach.
O rany! Panny ubrane elegancko - tak na biurowo, kolesie w koszulach i marynarkach, soczki, herbaty, tematy uczelniane i koniec imprezy przed 24 :impreza:[/QUOTE]

Oj, to było kiedyś, i to musiał być IV i V rok. Od wielu lat te egzemplarze, z którymi ja się spotykam nie są zbyt sztywne.:)
Marynarki i zadęcie to zdecydowanie ci z prawa - to już była ( i jest) zupełna masakra - z takimi sobie nie pogadasz jeśli nie masz w rodzinie od iluś pokoleń adwokatów czy notariuszy - dla nich nie istniejesz:kwiatek:

Podobnie medycyna - też zamknięty krąg rodzinno-towarzyski, wille na Grunwaldzie...
A panny na AE ubrane elegancko zdecydowanie mi się podobają i wolę je od ponurych dziewoj w powyciąganych swetrach i brudnych dżinsach z WNS na UAM;)

biermann
09-07-2007, 10:13
Ze studiów na AR pamiętam głównie dwie rzeczy... zaliczenie z j.rosyjskiego i ćwiczenia z fizyki. O tym pierwszym napisze, to drugie jest zbyt :D makabryczne ;) a ja teraz zbyt trzeźwy by o tym publicznie pisać.
Zatem zaliczenie na prawach egzaminu z j.rosyjskiego... wpierw ogólne maglowanie z czytania potem miałem opowiedzieć coś o swojej pracy (studia były zaoczne). Moja opowieść została ograniczona do dwóch słów, po których prowadząca stwierdziła, że mi zalicza i nigdy nie chce mnie już w życiu widzieć, i mam się do niej nie przyznawać.
Te słowa (po rosyjsku :D) to JA ARBAJTAJU ;)

grzech
09-07-2007, 13:06
:D :D :D

To lepsze niż wszystkie dowcipy, nawet żydowskie.:D

lzkamil
09-07-2007, 13:14
JA ARBAJTAJU ;)
:D :D :D
Na lektoracie z francuskiego na jednych z pierwszych zajęć nauczycielka zadała mi pytanie na które chciałem udzielić odpowiedzi twierdzącej. Przez parę sekund nie mogłem się zdecydować czy powiedzieć YES czy może JA, po czym w końcu wypaliłem DA.