PDA

Wersja pełna: : Piwne łapówki na granicy


marcopolok
19-05-2002, 21:39
dobra . musze się im dobrać trochę do skóry!

parę godzin temu przekroczyłem naszą wspaniałą granicę w Cieszynie z całkiem pokaźnym zapasem piwka
:rolleyes:
Przelecieli nam skubańce całego busa wyładowanego gratami i zatrzymali swoje oczka dopiero na piwku.
To zrozumiałe bo było go znacznie więcej niż ustawa przewiduje:D
i wiecie co ich uspokoiło?
skrzynka podłego grolscha które kumpel wiózł dla żony
:confused:
co na to jego żona dowiem się jutro:D


Piszcie o waszych przeżyciach

żąleną
20-05-2002, 00:12
Jak jechałem z wycieczką do Grecji, to nasi kierowcy szli do celników od razu z siatkami w rękach, bez żadnych ceregieli. W drodze powrotnej staliśmy parę godzin na granicy jugosłowiańsko-jakiejś tam, bo ponoć celnikowi nie pasował Napoleon i chciał coś innego.

Ale na granicy polsko-słowackiej (bo tylko taką piwną granicę przekraczałem) to jeszcze ani razu mnie nie trzepali, choć zawsze miałem nadwyżki, a ostatnio wręcz kontrabandę.

slavoy
20-05-2002, 09:05
żąleną napisal/a
...staliśmy parę godzin na granicy jugosłowiańsko-jakiejś tam
To była najprawdopodobniej granica Macedońska. Gdy ja byłem na podobnej wycieczce, kierowcy, obeznani już w temacie, mieli w bagażniku przygotowaną zgrzewkę Pepsi + i tak musieli jeszcze biegać do bezcłówki. A to wszystko było już po prostu wliczone w cenę wycieczki, ponieważ organizator po prostu o tym wiedział, bo to tam normalka. W drodze powrotnej przetrzymano autokar na granicy jakieś 3 godziny, poieważ panowie celnicy stwierdzili że nie odprawiają, bo im się nie chce:eek:. A że widocznie akurat byli "syci", to żadne, mniej lub bardziej wymowne argumenty do nich nie trafiały. W połowie tej przerwy jeszcze zebrało im się na żarciki i stwierdzili że przeszukają autokar dogłębnie i kazali się rozpakowywać. No i superstres, ponieważ nie było chyba nikogo, kto nie miałby nadwyżek z miniętych wcześniej bezcłówek. Gdy się wszyscy rozpakowali, ukrywaląc jak najbardziej butle, ci zaczęli się szyderdzo chechrać i kazali się z powrotem spakować.........

Radegast
20-05-2002, 09:10
Jak zamieszkiwałem z rodzicami to wyprawy piwno-czeskie były w sezonie letnim niemal codziennością. Granicę przekraczałem setki razy i ani razu nas gruntownie nie sprawdzali, a pieczątkę do paska dostałem jedynie raz i to na swoje życzenie:D

adam16
20-05-2002, 09:17
Pamiętem kilka takich incydentów. Ale jeden szczególnie mi utkwił. Tuż po wojnie (Jugosławiańskiej) w na granicy Macedonii i Jugosławi, celnik wręcz się modlił żeby dostać Żywca. Mieszkał jakiś czas w Polsce i zakochał się w tym piwie. Jak tylko zorientował sie żeśmy Polacy od razu zapytał czy nie mamy tego piwa. Oczywiście dostał parę puszek. I oczywiście granicę przejechaliśmy bez kłopotów.