Ogłoszenie

Collapse
No announcement yet.

Piwne cytaty z tzw. literatury pięknej

Collapse
X
 
  • Filtruj
  • Czas
  • Pokaż
Clear All
new posts

  • Piwne cytaty z tzw. literatury pięknej

    Witam wszystkich Forumowiczów
    Chciałbym zaproponować trochę niecodzienną wymianę. Mianowicie taką, która dotyczyłaby Waszych ulubionych cytatów z tzw. literatury pięknej. Przy czym nie chodzi o to, czy 'piękną' jest naprawdę (de gustibus... itd.), ale o to, by:
    1. był to cytat;
    2. o tematyce związanej z piwem;
    3. z podaniem autora dzieła i (opcjonalnie) dokładnych 'namiarów' (strony, roku wydania, wydawnictwa);
    4. drukowanego lub istniejącego w internecie jako e-book;
    5. o objętości powiedzmy maksymalnie 1 strony.
    Czyli odpadałaby tzw. twórczość własna, książki fachowe i naukowe, śpiewniki, kalendarze, materiały promocyjne, druki ulotne itp.
    A może już ktoś na to wpadł i tylko ja nic nie wiem o browarbizowym miejscu takiej wymiany? Na wypadek, gdyby pomysł kogoś zainteresował, i dla zilustrowania o co mi chodzi podaję jeden z moich ulubionych cytatów ze Szwejka, w najnowszym tłumaczeniu Antoniego Kroha (swoją drogą bardzo ciekawy przekład, ale chyba jednak sentyment do Hulki-Laskowskiego zwycięży ):

    "Może pan sobie życzysz, żebym pomógł liczyć? - spytał Szwejk. - Ja się w tym wyznaję, ja byłem kiedyś jednej nocy w dwudziestu ośmiu lokalach. Ale słowo daję, nigdzie nie wypiłem więcej niż góra trzy piwa" (s. 54).
    Jaroslav Ha šek "Losy dobrego żołnierza Szwejka czasu wojny światowej" (przekład A. Kroh). Wydawnictwo Znak, Kraków, 2009.

    Czyż to nie piękne?
    niepoprawny czechofil


    Młody junaku pamiętaj: zbilansowana dieta to piwo w obu dłoniach!
    WISŁA MISTRZ!

  • #2
    Do rozważenia przez P.T. Admina: pomyślałem, że może lepszym miejscem dla tego tematu byłoby 'kolekcjonerstwo'. W sumie chodzi o wymianę...
    niepoprawny czechofil


    Młody junaku pamiętaj: zbilansowana dieta to piwo w obu dłoniach!
    WISŁA MISTRZ!

    Comment


    • #3
      Na tę zacną inicjatywę odpowiem w nieco lirycznym tonie....

      "I otworzyły się drzwi "Grandu", i wyszedł pan Bernadek, mistrz kowalski,ten,co za jednym zamachem wypijał beczułkę pilzneńskiego, i przyniósł kufel piwa.
      -Łaskawa pani, bez urazy, proszę się ode mnie napić!
      -Pańskie zdrowie, mistrzu !
      Zanurzyłam nosek w pianie, uniosłam rękę jak do przysięgi i z przyjemnością piłam ten słodko gorzki napój, a kiedy wypiłam do dna, otarłam wargi wskazującym palcem i powiedziałam:
      -Piwo z naszego browaru jest równie dobre!
      Pan Bernadek ukłonił mi się.
      -Jednakże piwo pilzneńskie, łaskawa pani, ma identyczny kolor jak pani włosy...Proszę mi pozwolić...- mistrz kowalski zaczął mamrotać- proszę mi pozwolić abym na pani cześć wrócił do restauracji i nadal popijał te pani złociste włosy...."
      s. 30

      klasyka z niezawodnego w tym temacie Bohumila Hrabala:
      "Postrzyżyny" (przekł. Andrzej-Czcibor Piotrowski) wyd. Świat Literacki 2001

      Comment


      • #4
        Cytat piękny, a i ekranizacja 'Postrzyżyn' w reżyserii Menzla niesamowita Rzadko się zdarza, żeby tak super oddać ducha książki
        niepoprawny czechofil


        Młody junaku pamiętaj: zbilansowana dieta to piwo w obu dłoniach!
        WISŁA MISTRZ!

        Comment


        • #5
          O pożytkach z picia piwa, a nie wina i likieru No i troszkę o zadziwieniu światem obywatela prawego i inteligentnego , po hucznej imprezie imieninowej szefa. Źródło to, co wcześniej - 'Szwejk' w tłumaczeniu Kroha, s. 55

          "Co było potem, nie pamiętam, wiem tylko, że tu na komisariacie, gdy mnie przyprowadzili, dwaj panowie policjanci zameldowali, że byłem pijany, zachowywałem się niemoralnie, pobiłem jakąś damę, pociąłem scyzorykiem czyjś kapelusz, zdjąwszy go z wieszaka, rozpędziłem damską orkiestrę, oskarżyłem publicznie oberkelnera o kradzież dwudziestokoronówki, rozbiłem marmurowy blat stołu, przy którym siedziałem, i umyślnie splunąłem nieznanemu panu przy sąsiednim stoliku do czarnej kawy. Więcej nic, przynajmniej nie jestem w stanie sobie przypomnieć, żebym jeszcze zrobił coś w tym stylu. Ale niechaj mi pan wierzy, jestem porządnym, inteligentnym człowiekiem, który nie myśli o niczym innym, niż o swojej rodzinie. Co pan na to wszystko? Ja przecież nie jestem żadnym łobuzem".

          A było piwo pić? Do tego w Pradze!?
          niepoprawny czechofil


          Młody junaku pamiętaj: zbilansowana dieta to piwo w obu dłoniach!
          WISŁA MISTRZ!

          Comment


          • #6
            Za komuny bywało i tak:

            " Szliśmy. Kiosk na rogatkach oblężony był ciasno. Była sobota i po fajrancie. Jutro niedziela. To wszystko mówi samo za siebie.
            - Piwo - powiedział Witek.
            - Może być - odparłem.
            Wzięliśmy dwa butelkowe i z tyłu za kioskiem zaczęliśmy popijać. Witek wypił. Mnie coś nie wchodziło i zostawiłem pół butelki. Kiedy odchodziliśmy, ktoś za nami krzyknął. Odwróciłem się ostrożnie, bo tak też się dzieje, że odwracając się do tyłu można dostać butelką w same usta. Podchodził do mnie jakis facet z butelką piwa w ręce. Wyciągnął tę rękę z tą butelką:
            - Słuchaj - mówi. - Powiedz twojemu kolesiowi, że u nas w Polsce się tego nie stosuje.
            Nie kapowałem, o co mu chodzi. Patrzyłem mu w oczy cały napięty w gotowości i myślałem o moich rękach, które odwracając się do faceta, wysunąłem trzy czwarte z kieszeni. Lekko mi zwilgotniały. Myślałem też o nogach.
            - Ja jestem łobuz, ale sympatyczny. Tak jak ty - ciągnął dalej facet. - Bo rozumiesz. Jak się im oddaje takie piwo, to wiesz, co potem jest: dolewanka. I pijesz potem piwo po kimś. Może gruźlik, może to, może śmo. Rozumiesz?
            - Ta
            - Nie mówię, że akurat twój koleś, ale e ogóle. Bo i tak już to piwo w kioskach zupełnie bez gazu.
            - To jest fakt.
            - No to powiedz twojemu kolesiowi, że u nas, w Polsce, się tego nie stosuje. Jak się nie dopije, to trzeba resztę wylać. O tak - tu rozlał po ziemi resztę zawartości butelki.
            - Dobra - powiedziałem. - Ja mu to wszystko wytłumaczę.
            Witek stał trochę dalej i nie odzywał się. Nie prostował pomyłki.
            - Bo rozumiesz? - powiedział facet.
            - Tak jest. Masz sto procent rację. Cześć.
            - Cześć."

            Cytat pochodzi ze wspaniałej książki Edwarda Stachury "Cała jaskrawość".

            Comment


            • #7
              Pierwotnie zamieszczone przez Użytkownika Christof Wyświetlenie odpowiedzi
              Za komuny bywało i tak:

              " Szliśmy. Kiosk na rogatkach oblężony był ciasno. Była sobota i po fajrancie. Jutro niedziela. To wszystko mówi samo za siebie.
              - Piwo - powiedział Witek.
              - Może być - odparłem.
              Wzięliśmy dwa butelkowe i z tyłu za kioskiem zaczęliśmy popijać. Witek wypił. Mnie coś nie wchodziło i zostawiłem pół butelki. Kiedy odchodziliśmy, ktoś za nami krzyknął. Odwróciłem się ostrożnie, bo tak też się dzieje, że odwracając się do tyłu można dostać butelką w same usta. Podchodził do mnie jakis facet z butelką piwa w ręce. Wyciągnął tę rękę z tą butelką:
              - Słuchaj - mówi. - Powiedz twojemu kolesiowi, że u nas w Polsce się tego nie stosuje.
              Nie kapowałem, o co mu chodzi. Patrzyłem mu w oczy cały napięty w gotowości i myślałem o moich rękach, które odwracając się do faceta, wysunąłem trzy czwarte z kieszeni. Lekko mi zwilgotniały. Myślałem też o nogach.
              - Ja jestem łobuz, ale sympatyczny. Tak jak ty - ciągnął dalej facet. - Bo rozumiesz. Jak się im oddaje takie piwo, to wiesz, co potem jest: dolewanka. I pijesz potem piwo po kimś. Może gruźlik, może to, może śmo. Rozumiesz?
              - Ta
              - Nie mówię, że akurat twój koleś, ale e ogóle. Bo i tak już to piwo w kioskach zupełnie bez gazu.
              - To jest fakt.
              - No to powiedz twojemu kolesiowi, że u nas, w Polsce, się tego nie stosuje. Jak się nie dopije, to trzeba resztę wylać. O tak - tu rozlał po ziemi resztę zawartości butelki.
              - Dobra - powiedziałem. - Ja mu to wszystko wytłumaczę.
              Witek stał trochę dalej i nie odzywał się. Nie prostował pomyłki.
              - Bo rozumiesz? - powiedział facet.
              - Tak jest. Masz sto procent rację. Cześć.
              - Cześć."

              Cytat pochodzi ze wspaniałej książki Edwarda Stachury "Cała jaskrawość".
              A bywało, bywało Co prawda takiego hard core'u, jak u Stachury to już nie pamiętam, ale np. obowiązek brania w knajpie zakąski do piwa - jak najbardziej. Efekt był taki, że pod smętną palmą w donicy (obowiązkowy wystrój sali) kłębiły się śledzie w śmietanie Pozdrawiam
              niepoprawny czechofil


              Młody junaku pamiętaj: zbilansowana dieta to piwo w obu dłoniach!
              WISŁA MISTRZ!

              Comment


              • #8
                Na początek z rozdziału pierwszego:
                Pan Deklewski, fabrykant powozów, który majątek i stanowisko zawdzięczał wytrwałej pracy w jednym fachu, tudzież radca Węgrowicz, który od dwudziestu lat był członkiem - opiekunem jednego i tego samego Towarzystwa Dobroczynności, znali S. Wokulskiego najdawniej i najgłośniej przepowiadali mu ruinę. - Na ruinie bowiem i niewypłacalności - mówił pan Deklewski - musi skończyć człowiek, który nie pilnuje się jednego fachu i nie umie uszanować darów łaskawej fortuny. - Zaś radca Węgrowicz po każdej również głębokiej sentencji swego przyjaciela dodawał:
                - Wariat! wariat!... Awanturnik!... Józiu, przynieś no jeszcze piwa. A która to butelka?
                - Szósta, panie radco. Służę piorunem!... - odpowiadał Józio.
                - Już szósta?... Jak ten czas leci!... Wariat! Wariat! - mruczał radca Węgrowicz.
                (...)
                - Wariat! wariat!... - mruknął radca. - Podaj no, Józiu, piwa. Która to?...
                - Siódma buteleczka, panie radco. Służę piorunem!
                - Już siódma?... Jak ten czas leci, jak ten czas leci...
                (...)
                - Ehe! - żachnął się radca. - Daj no, Józiu, piwa. Myślisz pan, że w Turcji znajdzie jeszcze bogatszą babę aniżeli nieboszczka Minclowa?.. Józiu!...
                - Służę piorunem!... Jedzie ósma...
                - Ósma? - powtórzył radca - to być nie może. Zaraz... Przedtem była szósta, potem siódma... - mruczał zasłaniając twarz dłonią.- Może być, że ósma. Jak ten czas leci!...

                ...i na koniec z ostatniego:
                - Jest pan? - zapytał głos znany Rzeckiemu.
                - Pan chory.
                - Co to chory!... Kryje się przed ludźmi.
                (...)
                Na to wezwanie kudłaty człowiek, ubrany w wielki fartuch, postawił na umywalni kosz wysmukłych butelek i trzy kufle. Potem zniknął, jak gdyby był istotą złożoną ze mgły i powietrza, nie zaś z dwustu funtów ciała.
                Pan Ignacy zdziwił się na widok wysmukłych butelek; uczucie to jednak nie łączyło się z żadną przykrością.
                (...)
                W ciągu tego wyjaśnienia pan Szprot ustawił na stole trzy kufle i odkorkował trzy butelki.
                - No, tylko spojrzyj, panie Ignacy - mówił radca podnosząc napełniony kufel. - Kolor starego miodu, piana jak śmietana, a smak szesnastoletniej dziewczyny. Skosztujże... Co to za smak i co to za posmak?... Gdybyś zamknął oczy, przysiągłbyś, że to jest A l e... O! uważasz?... Ja powiadam, że przed takim piwem należałoby płukać usta. Powiedzże sam: piłeś kiedy coś podobnego?...
                Rzecki wypił pół kufla.
                - Dobre - rzekł.
                (...)
                ... No, pijże, panie Ignacy!... - zawołał trącając jego kufel swoim. - Nasze kawalerskie!... Panie Szprot, pokaż, co umiesz... nie kompromituj się przy chorym...

                Oczywiście Bolesław Prus, Lalka.
                Gdański Browar WaRy
                Gdański Browar WaRy w BrowarBizie
                Piwo z kufla smakuje lepiej :)///Mniej karmelu...

                Comment


                • #9
                  Pierwotnie zamieszczone przez Użytkownika Rycho_128 Wyświetlenie odpowiedzi
                  Na początek z rozdziału pierwszego:
                  Pan Deklewski, fabrykant powozów, który majątek i stanowisko zawdzięczał wytrwałej pracy w jednym fachu, tudzież radca Węgrowicz, który od dwudziestu lat był członkiem - opiekunem jednego i tego samego Towarzystwa Dobroczynności, znali S. Wokulskiego najdawniej i najgłośniej przepowiadali mu ruinę. - Na ruinie bowiem i niewypłacalności - mówił pan Deklewski - musi skończyć człowiek, który nie pilnuje się jednego fachu i nie umie uszanować darów łaskawej fortuny. - Zaś radca Węgrowicz po każdej również głębokiej sentencji swego przyjaciela dodawał:
                  - Wariat! wariat!... Awanturnik!... Józiu, przynieś no jeszcze piwa. A która to butelka?
                  - Szósta, panie radco. Służę piorunem!... - odpowiadał Józio.
                  - Już szósta?... Jak ten czas leci!... Wariat! Wariat! - mruczał radca Węgrowicz.
                  (...)
                  - Wariat! wariat!... - mruknął radca. - Podaj no, Józiu, piwa. Która to?...
                  - Siódma buteleczka, panie radco. Służę piorunem!
                  - Już siódma?... Jak ten czas leci, jak ten czas leci...
                  (...)
                  - Ehe! - żachnął się radca. - Daj no, Józiu, piwa. Myślisz pan, że w Turcji znajdzie jeszcze bogatszą babę aniżeli nieboszczka Minclowa?.. Józiu!...
                  - Służę piorunem!... Jedzie ósma...
                  - Ósma? - powtórzył radca - to być nie może. Zaraz... Przedtem była szósta, potem siódma... - mruczał zasłaniając twarz dłonią.- Może być, że ósma. Jak ten czas leci!...

                  ...i na koniec z ostatniego:
                  - Jest pan? - zapytał głos znany Rzeckiemu.
                  - Pan chory.
                  - Co to chory!... Kryje się przed ludźmi.
                  (...)
                  Na to wezwanie kudłaty człowiek, ubrany w wielki fartuch, postawił na umywalni kosz wysmukłych butelek i trzy kufle. Potem zniknął, jak gdyby był istotą złożoną ze mgły i powietrza, nie zaś z dwustu funtów ciała.
                  Pan Ignacy zdziwił się na widok wysmukłych butelek; uczucie to jednak nie łączyło się z żadną przykrością.
                  (...)
                  W ciągu tego wyjaśnienia pan Szprot ustawił na stole trzy kufle i odkorkował trzy butelki.
                  - No, tylko spojrzyj, panie Ignacy - mówił radca podnosząc napełniony kufel. - Kolor starego miodu, piana jak śmietana, a smak szesnastoletniej dziewczyny. Skosztujże... Co to za smak i co to za posmak?... Gdybyś zamknął oczy, przysiągłbyś, że to jest A l e... O! uważasz?... Ja powiadam, że przed takim piwem należałoby płukać usta. Powiedzże sam: piłeś kiedy coś podobnego?...
                  Rzecki wypił pół kufla.
                  - Dobre - rzekł.
                  (...)
                  ... No, pijże, panie Ignacy!... - zawołał trącając jego kufel swoim. - Nasze kawalerskie!... Panie Szprot, pokaż, co umiesz... nie kompromituj się przy chorym...

                  Oczywiście Bolesław Prus, Lalka.
                  Smak szesnastoletniej dziewczyny Ot zbereźnik No, ale jak 'praca u podstaw', to zaczynać należy jak najwcześniej, nie?
                  niepoprawny czechofil


                  Młody junaku pamiętaj: zbilansowana dieta to piwo w obu dłoniach!
                  WISŁA MISTRZ!

                  Comment


                  • #10
                    "Mieszkali w tej samej wsi, ale nie pozwalali ani żonom się
                    swoim spotykać, ani dzieciom swoim się razem bawić. No,
                    i ma się rozumieć, sami też nie zamienili nigdy z sobą słowa.
                    Przychodzili tylko do tego samego piwnego baru. Inna sprawa,
                    że był jeden piwny bar we wsi. Siadali przy osobnych stolikach,
                    pili piwo, czytali gazetę. Jeśli była tylko jedna gazeta, to ten,
                    który przeczytał, odnosił ją tam, skąd wziął, choćby do stolika
                    brata miał bliżej. I tak samo robił ten drugi, gdy on pierwszy
                    przeczytał.
                    Jednakże który pierwszy przeczytał, nie wychodził, pił piwo
                    i jakby czekał, póki drugi brat nie przeczyta. Prawie każdego
                    dnia przychodzili mniej więcej o tej samej porze, jakby wiedzieli,
                    kiedy mają przyjść. Pili to piwo, czytali gazetę, ten po tamtym
                    czy tamten po tym, a gdy skończyło im się piwo w kuflach, wychodzili.
                    I tak samo ten po tamtym czy tamten po tym. A nie zdarzyło się,
                    żeby któryś szybciej wypił i wyszedł. Nie musieli się podglądać,
                    widać przecież piwo w kuflach. A może jako w braciach był w nich
                    ten sam rytm? W każdym razie pili równo. I to by jeszcze świadczyło,
                    że nie przestali być braćmi. Bo słowa wojna w nich na zawsze zabiła".

                    Wiesław Myśliwski, Traktat o łuskaniu fasoli.
                    veni, emi, bibi

                    Comment


                    • #11
                      Karczmarze źle piwa dają,
                      jako swe miechy natkają,
                      wtenczas mą kosę poznają,
                      kiedy nawiedzą mą szkołę
                      będą im lać w gardło smołę
                      .
                      (...)
                      Kanonicy i proboszcze
                      będą w mojej szkole jeszcze
                      i plebani z miąszą szyją
                      iżto bardzo piwo piją.


                      Anonim, Rozmowa Mistrza Polikarpa ze śmiercią.

                      P.S. W zasadzie pierwszy fragment nadaje się jako motto wątku: "Stworzenie knajpki, czy też pubu"
                      Last edited by delvish; 27-03-2010, 14:30.
                      "You can't be a real country unless you have a beer and an airline - it helps if you have some kind of a football team, or some nuclear weapons, but at the very least you need a beer."
                      (Frank Zappa)

                      "It is not from the benevolence of the butcher, the brewer, or the baker that we expect our dinner, but from their regard to their own interest. We address ourselves, not to their humanity but to their self-love" (Adam Smith)

                      Comment


                      • #12
                        Mój ulubiony fragment. Wacław Potocki ok. 1650 r.

                        Wina, petercymenty, seki i kanary,
                        Rywuły, małmazye, więc słodkie nektary
                        Węgrzy, Włoszy, Hiszpani, Francuzi i Niemcy,
                        Bisurmani i inszy piją cudzoziemcy.
                        A my co? Piwo tylko, nie wspominam miodu,
                        Piwo dobre, warzone z wody i ze słodu.
                        Niechże Thetis swym Nilem w Egipcie szafuje,
                        Niech swych Lyeus winem roskosznym częstuje.
                        Ty nas sobie depiwkuj, Miłgaście poczciwy (...)
                        Żyjże długo na ziemi moj Piwoszu drogi.
                        Wierz mi, mało po tobie w niebie między bogi.
                        Boć tam, iż nieśmiertelne pijają nektary,
                        O nasze nic nie dbają polskie piwowary.
                        Ani się tam pszenica, ani też chmiel rodzi,
                        Lecz trzeźwość z cnotą, co się z twym piwem nie zgodzi.
                        W piekle też nic po tobie, już tam zasiadł stary,
                        Piwowar gorającymi na wieki browary,
                        Piwowar sycąc dusze nieszczęśliwych ludzi,
                        Z ktorych tam niejednego twoje piwo włudzi.
                        Żyjże z nami na ziemi, a ja jeszcze drugą
                        Wypiję, nie bawiąc się oracyą długą.
                        Muzo, spać; czop na stole, już on zdrow, ale ty
                        Chocieś wiersze składała, miej się do kalety.
                        Odrymujeć gospodarz, choć nie rymem, panie,
                        Nie będzie garniec po dwu, po trzy grosze za nie.
                        A rymy w czym? Rymy tu każdy snadno pieje,
                        Kiedy sobie dobrego piwa w czub naleje.
                        Chwaliłbym cię, Miłgaście, jeszcze tylo troje,
                        Kiedyby tańsze było to cne piwo twoje.
                        Godne piwo tych rymow, lecz i rymy piwa!
                        Ty czytaj, ja pić będę, tak rodzi ta niwa.

                        Comment


                        • #13
                          Tylko powtórzyć za autorem - 'Godne piwo tych rymow, lecz i rymy piwa!'
                          niepoprawny czechofil


                          Młody junaku pamiętaj: zbilansowana dieta to piwo w obu dłoniach!
                          WISŁA MISTRZ!

                          Comment


                          • #14
                            I would give all my fame for a pot of ale

                            King Henry V, Act 3, Scene 2, William Shakespeare
                            "You can't be a real country unless you have a beer and an airline - it helps if you have some kind of a football team, or some nuclear weapons, but at the very least you need a beer."
                            (Frank Zappa)

                            "It is not from the benevolence of the butcher, the brewer, or the baker that we expect our dinner, but from their regard to their own interest. We address ourselves, not to their humanity but to their self-love" (Adam Smith)

                            Comment


                            • #15
                              Browar. Mój przyjaciel Dżachar siedzi na dworcu autobusowym
                              i trzyma w dłoniach polietylenową torebkę z piwem. Do torebki
                              wchodzi litr. Pierwszy litr już wypił, od razu tutaj, na dworcu,
                              a drugi postanowił wziąć ze sobą na drogę. [...]
                              Widzę go już z daleka, myślę, co za palant siedzi z piwem, czy
                              to nie Dżachar, myślę, podchodząc bliżej, nie widzieliśmy się od
                              kwietnia... [...] on też mnie zauważa i wita się ostrożnie. Co robisz?
                              pytam, nic mówi, piwo piję. Gdzieś jedziesz? nie daję za wygraną,
                              gdzie tam, mówi, po prostu - piwo piję. Chcesz? pyta mnie i wyciąga
                              torebkę. Muszę buty do szkoły kupić, mówię. No, potem kupisz,
                              mówi Dżachar, wypijesz i kupisz - ostrożnie przegryza torebkę
                              od dołu, przytrzymuje obiema rękami i podaje mi. Zaczynam pić,
                              odrywam się na moment, łapię oddech i znowu się przykładam.
                              Szybko razem wypijamy jego litr, chodź, jeszcze walniemy, mówi,
                              a autobus? pytam, jaki autobus? Dżachar udaje zdziwienie, dobra,
                              mówię, dawaj. Idziemy do beczki z piwem, stoimy w krótkiej
                              porannej kolejce i napełniamy jeszcze jedną torebkę. Siedzimy
                              na ławkach pod dworcem autobusowym i pijemy powoli. Słońce
                              zaczyna rozgrzewać przydworcowy plac, robi się gorąco, piwo
                              uderza do głowy, dopiero niedawno zaczęliśmy pić, wiesz co, mówi
                              Dżachar, gorąco tu, chodźmy do kawiarni. Jakiej kawiarni? mówię,
                              muszę buty kupować, przestań mendzić, przerywa mi Dżachar,
                              kupisz. i idziemy do kawiarni przy stadionie, to właściwie nawet
                              nie jest kawiarni, to stołówka, oni ostatnio nazywają się kawiarnią,
                              u nich tutaj ruch spółdzielczy idzie całą parą, wchodzimy i bierzemy
                              po litrze mętnego butelkowego piwa, z grubą warstwą osadu na dnie.
                              Zdążysz na autobus? pytam, zdążę, mówi Dżachar, jeszcze zdążę.
                              Nie jestem pewny, czy mnie zrozumiał. [...]
                              No i piwo, pamiętam, jak [...] wywozili z browaru, gdzie mieli jakieś
                              swoje wejścia, całe worki piwa, właśnie tak - nie wiadra, nie beczki,
                              a worki, to, co mnie i Dżacharowi później nalewano do nieszczęsnej
                              i niepojemnej torebki, naszym rodzicom odmierzano wielkimi
                              dwudziestolitrowymi workami, dwadzieścia litrów niefiltrowanego piwa!
                              nawet teraz wstrzymuję oddech...

                              Serhij Żadan 'Anarchy in the UKR'
                              (rzecz o słodkich latach osiemdziesiątych)
                              veni, emi, bibi

                              Comment

                              Working...
                              X