Wszystkie butelki, które miały po poprzedniej kąpieli jakieś ślady zabrudzeń powędrowały do piwnicy "na wszelki wypadek", czyli na ciężkie czasy kiedy przestaje się warzyć z powodu braku butelek.
Do tego czasu sprawię sobie jakąś lepszą szczotę.Reszte porządnie wyszczotkowałem (tym razem partiami w fermentatorze, żeby nie tracić tyle wody) ze sporym zużyciem płynu do naczyń. Dałem im piro (rozpylaczem za 7zł z ogrodniczego - Majdanowiec - dzięki za super radę!
) i powędrowały na suszarkę (a propo - też fajna rzecz, chyba dokupię więcej "pięter"). Uff... O 2:30 w nocy skończyłem sprzątać łazienkę...Dzisiaj jeszcze pójdą na 10 min w 140* i rozlew.
Tymczasem wsadziłem nos do wiaderek:
#1 chyba będzie grejfrutowa
#2 ładnie bąbelkuje, zapach chmielowy już mniej intensywny.

), doprowadzenie do wrzenia (z goryczkowym) 1h, gotowanie 1h30m, chłodzenie 5h - trawała impreza...
Leave a comment: